Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Steve Malins "Depeche Mode - Biografia" (2001)
(Kagra)



"Depeche Mode - Biografia": Steve Malins
Tłumaczenie: Katarzyna Paluch
Wyd. Kagra 2001

Biorąc do rąk tą biograficzną książkę Malinsa chciałem znaleźć odpowiedź na pytanie, czy osoba nie nosząca na co dzień białych spodni, cegły na głowie i krzyża na klacie, może znaleźć w niej coś interesującego i czerpać przyjemność z jej lektury. Okazało się, że tak! Powiem nawet więcej, dawno nie czytałem tak dobrze i sprawnie napisanej biografii jakiegoś zespołu.

W moim odczuciu najsilniejszą stroną książki nie jest jednak samo zjawisko Depeche Mode, ale owa barwna otoczka - szczególnie w pierwszej części biografii - ten nieco sentymentalny flashback czasów New Romantic - ludzi, zespołów i klubów z tamtego, odrobinę dziwnego, okresu w muzyce i kulturze pop. Jako dzieciak wychowujący się i dorastający w latach 80-tych, kiedy to radiowa Trójka i nieliczne programy w TV robiły za moich muzycznych mentorów, z niesłychaną radością powróciłem zatem do tamtych klimatów. A Steve Malins odtwarza i kreśli je ze sporym polotem. Oto więc cofamy się do pierwszej połowy lat 80-tych i przenosimy do brytyjskich klubów, wymalowanych twarzy i wytapirowanych fryzur, gdzie niczym pinezki w cieście przewijają się takie ważne nazwiska i zespoły jak Marc Almond i Softcell, John Foxx i Ultravox, David Bowie, Steve Strange i Visage, Spandau Ballet, Frankie Goes To Hollywood, Human Leage, OMD, Boy George, Gary Newman i wielu, wielu innych. Czytamy o ich wzajemnych kontaktach, animozjach, zależnościach. Ale nie jest to jakaś tam sucha relacja, jak z ogłoszeń parafialnych. Wszystko jest tu nafaszerowane przednimi anegdotami, zabawnymi historyjkami, wypowiedziami i wycinkami z gazet, jak na przykład taka wypowiedź Boya George'a dotycząca jego image'u: "Wpierw podkład i puder, potem filiżanka herbaty w czasie gdy tężeje pierwsza warstwa makijażu. Cienie do oczu nakładało się palcami. Pędzelki były strasznie drogie, nie było mnie stać na taki luksus. (...) Na koniec przychodziła kolej na perukę, kapelusz i kolczyki. A potem całymi godzinami krygowałem się przed lustrem.". I w to wszystko Malins wrzuca nam właśnie naszą czwórkę: Clarka, Fletchera, Gore'a i Gahana. Efekt jest wyśmienity. W pierwszych rozdziałach obserwujemy więc owe nieśmiałe i zabawne początki zespołu. Poznajemy sylwetki członków grupy, sposób w jaki tworzyli utwory (Miller: "Potem mówiliśmy do Martina: 'potrzebujemy jakiejś ekstra melodii, możesz przyjść?'. No, a on zwykle narzekał: 'O nie, naprawdę muszę? Właśnie jem chińszczyznę.'), czy w jaki starali się stworzyć swój zewnętrzny wizerunek (Gahan: "Kiedy zaczynaliśmy, nosiliśmy skóry, zwłaszcza takie, jakie noszą geje.", czy dziwne upodobania Gore'a do sukienek itd.). Śmieszy nieporadność Fletcha, który na przykład podczas jakiegoś koncertu wyrywa niechcący wszystkie wtyczki od syntezatorów, oprócz swojej, albo potyka się i wykłada na scenie jak długi. Pierwsza część biografii to więc taka fajna, lekka i przyjemna lektura.

Muzyka, czyli to co najważniejsze, zaczyna w książce odgrywać większą rolę dopiero nieco później, zgodnie zresztą z wzrastającą dojrzałością twórców. Początek tych zmian to oczywiście odejście z zespołu Clarke'a. Kolejne rozdziały skupiają się już bardziej, co zrozumiałe, na zespole. Czytamy o tej zaskakująco dziwnej symbiozie na linii Gore-Gahan, o tym jaką właściwie rolę w grupie pełnił Andy Fletcher, skoro jego wkład w muzykę był zerowy, o tym dlaczego single i płyty DM zawsze lepiej były przyjmowane w Niemczech, a nie w Wielkiej Brytanii, jak szalenie ważni dla brzmienia zespołu byli kolejni producenci i dźwiękowcy (książka zawiera naprawdę sporo ciekawostek dla wszystkich maniaków syntezatorów i rozmaitych modułów brzmieniowych) czy o samych początkach mody na remiksy, do których DM wnieśli istotny wkład i tak dalej. Im głębiej, tym ta lekka atmosfera książki coraz bardziej się zagęszcza. W grupie pojawiają się konflikty i problemy, alkohol, narkotyki, nieudane związki, czy w końcu tarcia na polu artystycznym. Czytając o tym wszystkim można dojść do ciekawego wniosku, że albumy DM, które rodziły się w największych bólach, są najlepsze (patrz "Black Celebration", "Songs Of Faith And Devotion" czy "Ultra"). Interesująco ukazany jest proces wchodzenia Gahana w prochy. Przyznam, że nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ten facet głęboko w to wdepnął (np. na dzień dobry koktajl z heroiny i kokainy, bo z osobna żadne z nich na niego już nie działało). Tym większy więc szacunek należy mu się za to, że potrafił z tego wyjść. Poznajemy także nieco tajemnic Alana Wildera - człowieka od "brudnej roboty" w DM, którego grupowi koledzy nie potrafili chyba właściwie docenić. A może chcecie wiedzieć dlaczego Wilder ma fobię na punkcie samolotów?

Taka właśnie jest ta biografia - zespół zostaje oświetlony z wielu bardzo różnych stron, a co ważne książka nie jest pisana, jak to czasami bywa "z poziomu kolan", ale zawiera sporą dawkę dystansu i rzeczowej krytyki - choć momentami mam wrażenie, że jest w tym coś z manipulacji dla zachowania pozorów większej autentyczności - w końcu członkowie DM autoryzowali z tego co wiem, tą biografię - ale może się czepiam.

Na koniec jeszcze kilka (bardzo subiektywnie) wybranych cytatów z książki:

Dave Gahan (o kręceniu teledysku do "Enjoy The Silence"): "Tam, w górze, było potwornie zimno. Pomyślałem sobie, że przecież nie włożę na siebie tego głupiego kostiumu. Będę w nim wyglądał jak palant. W końcu przed jednym ujęciem powiedziałem 'nie'. Ta cała królewska szata ważyła z tonę, grzązłem w śniegu niosąc ten pieprzony leżak, a korona przymarzała mi do głowy. Poszedłem do producenta, Richarda Bella, i powiedziałem mu, 'Sam sobie to, kurwa, rób!'. Tak więc w jednym z tych długich ujęć to wcale nie jestem ja."

Alan Wilder (o meczu krykieta z członkami OMD): "Graliśmy raz w krykieta z OMD. Ograłem wtedy McClusky'iego i byłem z tego bardzo zadowolony, bo go nie lubiłem. Robił wrażenie aroganckiego skurwiela."

Boy George (o wspólnym koncercie z DM): "Z Tel Avivu polecieliśmy do Aten, gdzie Culture Club miał wziąć udział w sponsorowanej przez rząd całodniowej imprezie; na którą zaproszono kilka źle dobranych zespołów, między innymi The Cure i The Clash. Ja zostałem wtedy opluty na ulicy, a Dave Gahan dostał pięścią w twarz. Kiedy mieliśmy już wychodzić na koncert, dotarła do nas wiadomość, że przed stadionem wybuchły zamieszki. Dwustu anarchistów domagało się darmowego wstępu na imprezę, chociaż bilet kosztował tylko 50 centów!"

Alan Wilder (o Martinie): "Często pił tylko piwo. Nie mogę zrozumieć, dlaczego w ogóle nie tyje! Ze mnie robi się po prostu tłusty wieprz, jeśli nie ćwiczę. W każdym razie raz jak robiliśmy Songs Of Faith And Devotion Martin przyszedł do studia, po tym jak go nie było przez jakiś czas. Był w takim stanie, że ledwie można było się z nim porozumieć, ale zdołał nam powiedzieć, że wypił 67 Weiss Beer w ciągu 11 godzin. Jestem pewien, że pamięć płata mu figle i, że Martin nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie było go trzy czy cztery dni kiedy my pracowaliśmy nad płytą."

ps. podziękowania dla Marty.

Ocena: 9 / 10



Tomasz "Slay" Pacyna
slay(at)post.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Sephiroth 'Cathedron'
  Sephiroth 'Cathedron'

"...Znów grzmią bębny a w tle krzyki pełne strachu, opętania i oddania prastaremu rytuałowi. Po chwili wszystko się uspokaja i trafiamy w ciche i spokojne miejsce nad rzeką. Dźwięki stają się lekko orientalne i magiczne...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff