Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Anathema "A Natural Disaster" (2003)
(Music For Nations)



Vincent Cavanagh - vocals, guitar
Jamie Cavanagh - bass, programming
John Douglas - drums
Les Smith - programming, keys
Danny Cavanagh - guitars, keys, vocals

Spectral voice on 4 by Anna Livingstone.
Lead vocal on 7 by Lee Douglas.
Lead vocal on 4 and 9, backing vocals on 1,2 and 6 by Danny Cavanagh.
All songs written by Danny Cavanagh except 2 written by Danny Cavanagh,
Vincent Cavanagh and John Douglas.
Produced by Anathema and Dan Turner.
((c)2003 Music For Nations

1. Harmonium
2. Balance
3. Closer
4. Are You There?
5. Childhood Dream
6. Pulled Under at 2000 Metres a Second
7. A Natural Disaster
8. Flying
9. Electricity
10. Violence

Anathema zawsze była postrzegana jako klan rodziny Cavanagh, ale jeszcze nigdy nie było to tak wyraźne jak teraz. Po odejściu Pattersona w zespole tak naprawdę brakowało dobrego basisty, kandydata szukano wszędzie indziej mając pod nosem takiego, który na dodatek jest związany z zespołem od wielu lat. James Cavanagh, bo o nim mowa, to brat bliźniak Vincenta, dotąd jeździł z Anathemą w trasy jako techniczny, a pełnoprawnym członkiem zespołu był już na początku lat 90-tych, kiedy to grał na basie podczas rejestracji pierwszych kaset demo. Idealny kandydat w 1998 roku, no ale cóż, popełnionych wówczas błędów nikt już nie zmieni. Zespół od czasu ostatniej płyty przeżywał poważne turbulencje, dość powiedzieć, że w 2002 roku na krótką chwilę grupę opuścił Daniel Cavanagh, na szczęście dla integralności zespołu sytuacja została zażegnana. Mocna pozycja, którą wtedy uzyskał pozwoliła mu przeforsować swoją koncepcję ósmego albumu Anathemy. Stało się więc tak, że ponad 90% materiału napisał Daniel, tylko w jednym przypadku dopuszczając do głosu kolegów z grupy. Czy wyszło to płycie na dobre? Nie jestem o tym do końca przekonany, choć nieuniknione, że taki album po prostu musiał powstać, żeby oczyścić atmosferę i z nową energią wejść w nowy okres istnienia grupy. Pierwsze zetknięcie z muzyką "A Natural Disaster" to drobne zaskoczenie, ale i intensywna fascynacja. Nie będę ukrywał, że w tym układzie ustępująca dominacja gitar cieszy mnie niezmiernie, bo dzięki temu odpada jedyny poważny zgrzyt w kazusie "A Fine Day to Exit" czyli nieznośnie hałaśliwe gitary rytmiczne zakłócające odbiór wokali w części utworów. Ileż teraz przestrzeni w tej muzyce, wokale są na niekwestionowanym pierwszym planie, słychać elementy progresji - moja wstępna ocena poszybowała wysoko, wysoko. Przyszedł jednak czas spokojnej refleksji i racjonalnego przysłuchania się tym dziesięciu utworom. Daniel Cavanagh zyskał na pewności siebie, już swojego śpiewania nie przykrywa czyściuteńkim głosem Lee Douglas, tylko staje odważnie przed mikrofonem świadomy swoich braków, dzięki czemu nie obsadza się w partiach wokalnych z gatunku mission impossible. Spokojne, delikatne i tekstowo bardzo osobiste ballady niewymagające wysokiej dynamiki strun głosowych, taki niemal private singing posiadający swój nieodparty urok. Jestem wielkim zwolennikiem pierwszej części płyty, szczególnie czterech pierwszych utworów, które dość odważnie wyznaczają nowe obszary w muzycznych eksploracjach grupy. Tak znaczące użycie elektronicznych brzmień jest dla Anathemy pewnym novum, które przez grupę bardziej ortodoksyjnych fanów kwitowane jest jak zwykle głosami niezadowolenia. Dla mnie na pewno takie utwory jak "Balance" czy fenomenalny "Closer" zyskały sobie miano klasyków, zwłaszcza że tekstowo również stanowią wyznacznik jakości. Druga część albumu, następująca po "Childhood Dream" wydaje się nieco mniej równa. "Pulled Under..." to trochę jakby repryza "Panic" z "AFDTE", a na dodatek słuchając tego kawałka bezustannie prześladuje mnie motyw z "Sheep" Floydów. Może ja mam jakieś omamy albo co, spróbujcie posłuchać obydwóch utworów, coś w tym jest. Wszyscy zachwycają się kompozycją tytułową, wiem, to świetna wokaliza Lee Douglas, i wiem, zagrany jest w zupełnie innym tempie wprowadzając element urozmaicenia na płycie - powinien mi się podobać. To dobra piosenka, ale nie chwyta jakoś za gardło, choć pomysł włożenia tych słów w usta kobiety jest trochę zakręcony (jak się nad tym zastanowić). "Flying" to jeden z tzw. natychmiastowych hitów, podoba się z miejsca - z czasem jednak blaknie. Jego najmocniejszym momentem jest solówka, jedna z nielicznych na płycie. Lekko skryta i niezwykle subtelna solóweczka znalazła się też w "Electricity". Płyta kończy się mocnym akcentem, instrumentalny utwór "Violence" z początku zwodzi słodkim fortepianowym motywem, by po chwili zacząć nabierać tempa. Fantastycznie narasta partia gitary podkręcana na stopach, wchodzący rytm wybijany na bębnach naprawdę zaskakuje, bo spodziewaliśmy się czegoś innego, ale to piękne zaskoczenie, które unieruchamia w pół oddechu. Ten wybuch skondensowanych emocji oddaje powoli pole kolejnemu fragmentowi fortepianowemu przypominającemu temat ilustracyjny z jakiegoś filmu (nawet bez tych trzech nutek nieświadomie zapożyczonych od Badalamentiego). Bardzo prawdopodobne, że "A Natural Disaster" będzie płytą osobliwą, pewnym ewenementem w nowożytnej historii Anathemy. Daniel Cavanagh wie, że źle się stało, że wziął na siebie cały ciężar i odpowiedzialność za napisanie materiału, nie potrafił go udźwignąć, nie udało się utrzymać jego spójności i integralności. Potrzeba do tego drugiej, silnej osobowości twórczej, kiedyś kimś takim był Patterson, dziś jest nim John Douglas. Dlatego nie zdziwmy się jeżeli kolejna płyta studyjna będzie jeszcze lepsza i jeszcze bardziej osobliwa.

Ocena: 8.5 / 10



Leszek Żabiński
lzabinski(at)zanet.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Dredg 'Catch Without Arms'
  Dredg 'Catch Without Arms'

"...Mało znany w Polsce zespół Dredg również pochodzi z USA. W jego muzyce można wychwycić wpływy tak różnych artystów i zespołów jak The Cure, David Bowie, Porcupine Tree, Blur, The Beatles, King Crimson, Radiohead czy Massive Attack. Twórczość grupy ewoluuje z płyty na płytę, nie bojąc się radykalnych zmian. Poprzedni album formacji, "El Cielo", był w przeważającej części smutną i nostalgiczną propozycją. Na "Catch Without Arms" jest radośniej, szybciej ale równie romantycznie...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff