Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Nick Hornby "Wierność w stereo" (2000)
(Zysk i S-ka)



Tłum. Jędrzej Polak
Zysk i S-ka 2000

"Wierność w stereo" to taki męski odpowiednik "Dziennika Bridget Jones", tyle że bohater "Wierności" ma jakąś pasję oprócz płci przeciwnej.

Przyznam się od razu, że do lektury "Wierności" skłonił mnie jeden, z pozoru mało istotny szczegół. Otóż narrator, Rob, ma zwyczaj nagrywania wszystkim dziewczynom, które coś dla niego znaczą, tak zwanych taśm kompilacyjnych - zestawu ich ulubionych piosenek, wzbogaconego o "coś ambitnego". Czy jest tu jakiś pasjonat muzyki, który nigdy tego nie robił? Jeśli tak , proszę go o natychmiastowe zaprzestanie lektury.
    Muzyka jest dla Roba tak ważna, że każdy, kto tego nie rozumie, nic o nim właściwie nie wie. Ale chwilami przesadza. Dziewczę, które słucha Simple Minds albo Eurythmics nie ma u niego żadnych szans, a ludzie, którzy trzymają na półkach Tinę Turner obok Simply Red nie są nawet godni, by pierdnąć w ich kierunku. Czego zatem wypada słuchać? Marvina Gaye'a, Arethy Franklin, The Clash albo Solomona Burke'a.
    Nie martwcie się, ja też nie znam Solomona Burke'a.
    Generalnie obrywa się wszystkim - Flojdom, Genesis, Kate Bush, Oldfieldowi... Według Roba, wybierając sobie muzyczną paszę należy przede wszystkim uważać, żeby nie była zbyt pospolita, w myśl zasady, że jesteś tym, co jesz.
    Ha! Gdyby w takim Rob się dowiedział, czego słucham, na pewno nie chciałby ze mną gadać. Chociaż... Dwa razy pojawia się nazwa Steely Dan i, o dziwo!, nikt się nie nabija, więc może będą jeszcze ze mnie ludzie.
    Rob to typowy luzer. Nie ma dziewczyny ani przyjaciół i pracuje w miejscu, gdzie dobrze czułby się nastolatek, a nie facet po trzydziestce. Jest mianowicie upadłym didżejem, prowadzącym sklep z płytami. Towarzystwa dotrzymuje mu dwóch trolli, Barry i Dick, szurniętych melomanów i niespełnionych muzyków, którzy zapytani o pięć swoich wymarzonych zawodów, nie mogą się zdecydować, czy lepiej być saksofonistą, basistą czy może perkusistą. Nic dziwnego, że Rob jest sfrustrowany. Po całym dniu spędzonym w takim miejscu człowiek może tylko zakląć szpetnie albo wezwać na pomoc "potęgę posępnego czerepu", jak mawiał He-Man.
    "Wydaje mi się, że jeśli umiejscowi się muzykę (albo książki czy filmy, czy teatr, czy cokolwiek, co każe nam czuć) w centrum zainteresowań, to nie ma szans na poradzenie sobie z własnym życiem emocjonalnym. Może ci z nas, którzy pochłaniają uczucia całymi dniami, żyją na zbyt wysokich obrotach, i w konsekwencji nie potrafią usiąść i delektować się zwykłym radosnym zadowoleniem". Tymi słowy narrator podsumowuje swoje nieudane związki. Szczególnie ten ostatni, który rozpadł się parę dni temu. Laura odeszła do wymoczkowatego gościa, który mieszkał nad nimi, miał na imię Ian, gotował potrawy, od zapachu których ciemniało w oczach i, co z tego wszystkiego najbardziej dramatyczne, słuchał bułgarskiej muzyki etnicznej! Wyobrażacie sobie? Robowi to się we łbie nie mieści. Dzwoni do nich po kilkanaście razy dziennie, wystaje nocą pod oknami, przesyła telepatyczne życzenia śmierci, aż wreszcie Ray nie wytrzymuje i się wkurwia. Dzwoni do Roba.
    - Cześć. Mówię z Robem? Mówi Ian...
Ten jest tak zaskoczony, że kiedy Ian zarzuca mu niepoważne zachowanie, tylko przytakuje. Ian sugeruje, żeby Rob pogodził się wreszcie z decyzją Laury i dał im spokój:
    - Dobrze. Więc na czym staniemy?
    - Nie wiem - odpowiada kompletnie zbity z tropu Rob, rzucając słuchawkę. Jednak już w chwilę po tym żałuje. Jak to tak, żadnej ostrej riposty, żadnego steku wyzwisk, zwykłe "nie wiem" i nic więcej? Rozcieńcza żal, mieszając go z fantazją:

ON: Dobrze. Więc na czym staniemy?
JA: Stań se na głowie, żałosny skurwysynu! [I rzucam słuchawką.]

ON: Dobrze. Więc na czym staniemy?
JA: Na niczym, Ian. Przynajmniej nie ja! Na twoim miejscu zmieniłbym numer telefonu. Zmieniłbym adres. Jeszcze będziesz wspominał te piękne czasy, kiedy tylko raz dziennie wystawałem przed domem i dziesięć razy dziennie dzwoniłem w nocy! [I rzucam słuchawką.]

ON: Cześć. Mówię z Robem? Mówi Ian...
JA: Odpierdol się. [I rzucam słuchawką.]

    W dodatku Rob to człowiek, który potrafi komplikować najprostsze zdawałoby się rzeczy. Jest takie chłopskie powiedzenie, niezbyt może wyszukane, że coś jest "proste jak...". Ale nie dla Roba. Wieczór, mieszkanie urokliwej panny, która w dodatku dyskretnie daje mu do zrozumienia, że chce, a on, miast uwolnić swe zarodniki, jeno monologuje: "Spójrzcie na to wszystko, co może nie udać się mężczyznom. Mamy tu problem w-ogóle-nic-się-nie-dzieje, problem wszystko-dzieje- się-za-szybko, dalej wszystko-smętnie-opada-po-obiecującym-początku i wreszcie nie-mogę-wyekspediować-towaru... A czym martwią się kobiety? Kawałkiem pomarańczowej skórki?"
    Ech, czemu życie nie jest takie, myśli sobie narrator, jak piosenki Bruce'a Springsteena, gdzie można albo zostać i gnić, albo dać nogę i spłonąć. "Niech mu będzie, jest tylko muzykiem rockowym, a w rocku zawsze prezentowano tylko najprostsze wybory. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby napisać piosenkę o tym, jak się daje nogę i - jak ucieka się na pół gwizdka, wyjeżdża z przedmieścia do miasta i gnije w mieście tak jak na przedmieściach".
    Chwilami jednak Rob zachowuje się jak dzieciak. I tu ukłony dla Hornby'ego, bo postać protagonisty wyszła mu bardzo. Zastanawiam się, czy nie jest czasem tak, że początkujący pisarze (vide np. Wiśniewski, recenzowany w numerze) tworząc bohatera tak bardzo się z nim utożsamiają, że zaopatrują go jeno w swe najbardziej eksportowe przymioty, pozostałe wstydliwie amputując? Stąd Hornby jawi się przy Wiśniewskim jako tęgi fachura. Ot, mały przykład. Pogrzeb. Umiera ojciec Laury. Robert jedzie, bo musi, i spotyka się przy okazji z całą rodziną Laury. Są to w większości ludzie, których nie znosi, tym bardziej, że po ostatnich doświadczeniach Laury i oni mają o nim bardzo złą opinię. Kłóci się z kimś i trzaskając drzwiami opuszcza lokal. Na dworze mróz, jest niedziela, autobusy kursują niechętnie, a on w samym garniturze. Idzie na przystanek, a tam pustka. Czeka, zabijając ręce i marznie. Marznie jak cholera! Nagle dostrzega zbliżający się pojazd Laury i wpada w panikę - woli umrzeć niż dać się Laurze zrugać za ucieczkę ze stypy. Nie namyślając się długo przeskakuje murek oddzielający czyjąś posiadłość od ulicy, kładzie się plackiem na grządce i, ciągle zamarzając, trwa tak, pośród bylin. "Kiedy mam już dosyć, kiedy biała koszula brązowieje, a po marynarce ścieka błoto, kiedy wreszcie zaczyna mnie kłuć w boku - skurcz, reumatyzm albo paraliż? - i w nogach, wstaję i strzepuję z siebie ziemię. Laura, która przez cały czas siedziała w samochodzie na przystanku, odkręca szybę i każe mi wsiadać".
    Podobno Nick Hornby i Helen Fielding cenią się nawzajem. Ba, w "Dzienniku Bridget Jones" wspomina się nawet o książce niejakiego Nicka Hornby (choć akurat nie o "Wierności"), i to wspomina się nader pochlebnie. Bo facet umie pisać. Na pewno spora w tym zasługa przekładu, który jest więcej niż przyzwoity. A poza tym bohatera nie sposób nie polubić - "Mówi mi, że jestem milutki i uduchowiony, przez co, jak sądzę, chce mi dać do rozumienia, że niewiele mówię i zawsze wyglądam na lekko wkurwionego".

Ocena: 6 / 10



Piotr "JazzCat" Pacyna
jazzcat(at)interia.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Of Montreal 'Satanic Panic in the Attic'
  Of Montreal 'Satanic Panic in the Attic'

"...W swojej długiej historii, uwiecznionej szeregiem albumów, niebezpiecznie balansuje na granicy kiczu i sztuki. Niekiedy, ową granicę przekracza, co zostało skwitowane nawet przez moja tolerancyjną postawę wyrazem niesmaku i dezorientacji, a przez wytwórnie... właściwie niedostępnością pierwszych płyt formacji na rynku (co na oficjalnej stronie określono jako: temporally out of print). Pierwsze albumy zawierały głównie około 3-minutowe piosenki z towarzyszeniem gitary akustycznej i wpadającą w ucho melodią. Niestety, paradoksalnie, melodia była niekiedy tak przekombinowana, że sprawiała wrażenie piosenki śpiewanej przez przedszkolaków. Z tekstem podobnie... ..."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff