Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Sting "Niespokojna muzyka" (2004)
(Wydawnictwo Literackie)



Tłum. Juliusz Margański,
Wydawnictwo Literackie 2004.

Z autobiografiami są zazwyczaj dwa problemy. Albo autorzy to grafomani, albo piszą tak, żeby udowodnić światu, że żyją wszystkim, tylko nie tym, z czym ich kojarzymy. Sting grafomanem na pewno nie jest. A szkoda.

"Niespokojną muzykę" kupiłem, żeby poczuć zapach oborniku, na którym wzrastał umysł zdolny do stworzenia takich arcydzieł jak choćby "Everybody Laughed But You" czy "Hounds of Winter". No i na pewno żeby się dowiedzieć, jak te arcydzieła powstały. Owszem, tego typu informacje są, ale ukryte równie głęboko co poczucie humoru Karola Strasburgera. Ilekroć Sting się rozpędzi i napomknie jak to przerabiał i dopasowywał akordy do jakiegoś kawałka, musi to odpokutować posypując siebie (i przy okazji czytelnika) popiołem słów na zupełnie inny temat. Żeby czasem nikt nie pomyślał, jaki to z niego ogranicznik, co to tylko na gamach i skalach się zna.

Na dzień dobry mamy historię rodziny Sumnerów. Czytamy sobie, chciwi sensacyj, krwi i rzezi, a podkradające się znienacka znużenie wali nas w łeb i zasypiamy. I to nie raz. Ja przynajmniej mam obolały czerep po dziś dzień. Najciekawsze doświadczenie jakiego doświadczył mały Sting to z pewnością nakrycie matki w trakcie figlowania z kochankiem. Bardziej interesujące są jego lata studenckie. To właśnie wtedy nasz chłopak zainteresował się na poważnie muzyką, a przede wszystkim dziewczętami. I tu ciekawostka. Cały czas miałem Stinga za nienasyconego konsumenta żeńskich serc i innych podrobów; za faceta, co to otwiera kobiece łona jednym tylko spojrzeniem i ogólnie korzysta ile wlezie. A się okazuje, że wcale nie. To raczej kobiety go wybierały, nie on je. Są więc trzy możliwości: 1) albo Matthew "Sting" Sumner nie mówi nam wszystkiego, 2) albo rozbrykał się dopiero później, bo książka przecież opisuje tylko czasy do pierwszych sukcesów z The Police, czyli do początku lat 80., 3) albo faktycznie jest taki, jak pisze. Moja ulubiona scena to randka z pewną panną, której chciał zapewnić niezapomniane wrażenia i wywiózł ją autem za miasto, na jakieś opuszczone bunkry. Głęboka noc i mgła rozpostarta na jezdni sprawiały, że samochód prowadził raczej intuicją a nie szosą. Ale prowadził. Kiedy dotarli na miejsce, napięcie go opuściło i ostatnią dróżkę postanowił pokonać brawurowo, ze stylem i fantazyją, tak żeby dziewczę legło z wrażenia na plerach i łapało ajer. No i otworzyło łono oczywiście. Stinguś rozpędził lawetę, śmiało wszedł w zakręt, cicho pierdnął i przycisnął gaz. Niestety mgła nieco wypaczyła krajobraz i zamiast na placu przed bunkrami wylądowali w głębokim rowie, a w chwilę później w aucie słychać było chlupot wody, która zalała ich po kolana. Panienka wyciągnęła papierosa, spojrzała na niego z odrazą i rzekła:
- Widzę, chłopcze, że wiesz, jak zapewnić kobiecie rozrywkę. – Po czym zaniosła się śmiechem tak ponoć okrutnym, że Sting miał go pamiętać jeszcze wiele lat po zdarzeniu.

Po zakończeniu pierwszego etapu edukacji Sting wcale nie myślał o dalszym kształceniu się. Szukał pracy, brał, co się dało – przez krótki czas był urzędnikiem, później pracował w fabryce mrożonek, ale gdzieś między jednym a drugim zamrożonym brokułem znalazł myśl, że to nie jest to, co chce robić do końca życia. Zapragnął pójść na studia! Ale jeśli ktoś sądzi, że w celu zgłębiania wiedzy, to się myli. Nasz bohater chciał studiować (obojętnie zresztą co), bo uczelnia wydawała mu się najlepszym miejscem na rozkręcenie kapeli. No i tak było. Lata studenckie to pierwsze próby grania; solo, z zespołami, różnie to bywało. Autorowi naprawdę ładnie i chyba nie do końca świadomie udaje się pokazać transformację cichego szarego chłopca nazwiskiem Matthew Sumner w Stinga – niespokojny wulkan, któremu lawa płynie z ust. Początki były trudne i w sumie nie zdawałem sobie sprawy, że to wszystko trwało tak długo. Nie byłem nigdy wielkim fanem Stinga; owszem, czytałem, że przed Policjantami pogrywał w Last Exit i robił jakieś inne rzeczy, ale dopiero teraz mam świadomość, że to się tak ciągnęło. Ciągnęło niemiłosiernie. Bez pieniędzy, bez mieszkania, z żoną i dzieckiem na rękach, bez pewności, że obrana droga dokądkolwiek zaprowadzi. Teraz wszyscy wiemy, że ta kręta, stroma i oblodzona droga prowadziła do "Roxanne", ale ani Sting, ani nikt inny z jego otoczenia tego wówczas nie wiedział. Rodzice zarzucali mu, że trwoni czas na błahostki, przyjaciele patrzyli z politowaniem, kiedy im powtarzał, że ciągle jeszcze nie ma gdzie mieszkać, a kumple z zespołów byli tak samo zdezorientowani jak on. Nic dziwnego więc, że po skończeniu nauki poszedł do pracy w szkole. I wytrwał w niej całe dwa lata!

W trakcie podróży po życiu Stinga spotkamy kolesia, któremu po Wietnamie coś się poprzestawiało we łbie i na wszystkich, łącznie ze sobą, mówi Leroy, spotkamy Sonję, piękną rudowłosą wokalistkę Curved Air, Henry’ego, gitarzystę pierwszego składu The Police i kubańskiego emigranta w jednej osobie, który na kabel mówił "lina", dowiemy się, jak to przed ważnym koncertem ktoś dał Stingowi prochów i ten zamiast śpiewać zaczął kwiczeć jak warchlak, albo jak z prywatnego jeziora Sumnerów wyłowiono zwłoki nagiej czarownicy. I innych rzeczy. Chociażby tego, jakimi słowami sami wielki Miles Davis powitał Stinga. Powiedział do niego otóż:

- Hej, ty jesteś Sting?
- Tak.
- Sting… Sting… Wiesz co, masz największy łeb na świecie!
Sting już się cieszył z komplementu, bo w końcu usłyszeć od Milesa Davisa, że ma się łeb, i to w dodatku największy na świecie to niekiepska sprawa, kiedy ten dodał:
- No, nie patrz tak na mnie. Naprawdę tak uważam. Widziałem cię na jakimś filmie i twój łeb zasłaniał cały ekran.

Choć, tak jak pisałem wcześniej, wielu artystów cenię bardziej od Stinga, to jednak coś kazało mi kupić tę knigę, i to od razu jak ją zobaczyłem. Nie żałowałem, że nie kupiłem już sobie tamtego dnia kaszanki i salcesonu i dziś też nie żałuję. Szkoda, że tak mało o samej muzyce, ale… A, no i nie wiem, czemu Sting nie wyjawił, skąd się wzięła jego ksywka – Żądło. Bo podobno (ale o tym sza!) w trakcie jakiegoś koncertu groźny owad dostał się w nogawkę wokalisty i ten, w trosce o swój organ (bynajmniej nie Hammonda), natychmiast zdjął z siebie odzież wierzchnią i rzucił na tył sceny, nie przerywając występu!

Ocena: 6 / 10



Piotr "JazzCat" Pacyna
jazzcat(at)interia.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 5


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Biosphere 'Dropsonde'
  Biosphere 'Dropsonde'

"...cieszy również ciepłe "średnicowe" brzmienie, zdecydowanie przyjemniejsze dla ucha (w przeciwieństwie do np. "Sherbrooke", którego migotliwe soprany niezawodnie wywołują u mnie stan lekkiej irytacji). Na deser zostawiam kroplę kojącej nostalgii w tym oceanie rozbieganych jazzowych rytmów, a mianowicie utwór "Altostratus", którego głęboki basowy puls i melodia wprowadzająca w trans przywołują na myśl najwspanialsze momenty klasycznego już "Patashnika" i czasów kiedy spektakularne piękno dźwięków Biosphere kryło w sobie jakąś niewypowiedzianą grozę. ..."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff