Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Piano Magic "The Troubled Sleep Of Piano Magic" (2004)
(Green Ufos/P-Vine)



Guitars - Franck Alba
Female voice - Ange`le David-Guillou
Guitars, keyboards, programming, chair, male voice - Glen Johnson
Bass, radio - Alasdair Steer
Drums, percussion, keyboards, programming - Jerome Tcherneyan
Keyboards, viola - James Topham
All words - Glen Johnson

1. Saint Marie
2. The Unwritten Law
3. Speed The Road, Rush The Lights
4. Help Me Warm This Frozen Heart
5. I Am The Teacher’s Son
6. The End Of A Dark, Tired Year
7. The Tollbooth Martyrs
8. When I’m Done, This Night Will Fear Me
9. Luxembourg Gardens
10. Comets

Zespół Piano Magic, istnieje już od ponad dekady, a mimo to, wciąż pozostaje nieznany szerszemu gronu słuchaczy. Szkoda, bo jest to grupa, grająca naprawdę inteligentną, wysmakowaną i melancholijnie piękną muzykę, będącą w stanie poruszyć niejedną wrażliwszą duszę. Filarem PM od początku jest Glen Johnson - kompozytor, gitarzysta, wokalista i autor tekstów. Oprócz stałych członków grupy, Johnson często zaprasza do nagrania także gości. Jednym z nich jest Ange`le David-Guillou, która każdorazowo urzeka swym czarującym, choć zdawałoby się całkiem zwyczajnym, głosem. Ale ich świetnie dopełniające się wokale to nie wszystko. Przede wszystkim liczy się muzyka. A Piano Magic to dźwięki niebanalne i szlachetne, niełatwe do jednoznacznego opisania i prostego zaszufladkowania.

Bez wątpienia Johnsonowi bliskie są lata osiemdziesiąte i muzyczna spuścizna po złotym okresie wytwórni 4AD (zespół trafił zresztą później pod ich skrzydła), gdzieś z okolic This Mortal Coil (plus może szczypta mniej radosnego wcielenia Cocteau Twins), ale to tylko punkt wyjścia. Nakładane przestrzenne gitarowe warstwy i zamglone wokale każą spojrzeć także na wygasłą już scenę shoegazer, jednak tą bardziej klimatyczną, bliższą zmysłowemu Slowdive czy Pale Saints niż psychodelicznemu My Bloody Valentine. Określając brzmienie Piano Magic wspomnieć wypada także zimną falę, z lekkim powiewem gotyku, chociażby Joy Division, o którym często wspomina sam Glen, i którego ten czasem beznamiętny wokal przypominać może niekiedy wiadomego artystę. W muzyce Piano Magic pobrzmiewają także echa mniej znanych, acz wpływowych grup, jak chociażby The Durutti Column, Disco Inferno czy Talk Talk z końcowego okresu. W końcu mamy i ambient w duchu Eno, minimal w duchu Glassa, jak i niemałe influencje postrockowe. Na pewno więc fani Labradford czy Sigur Ros znajdą tu również coś dla siebie. Zachęcająca mieszanka, prawda? Co najważniejsze jednak, z mieszanki owej wykształciło się przez te lata bardzo interesujące i charakterystyczne brzmienie. Był to bowiem punkt wyjścia i fundament, który z wyczuciem został przez Johnsona rozwinięty.

Poprzedni album Piano Magic "Writers Without Homes", mimo, że ciekawy, był jednak nieco zbyt przekombinowany. Zawierał za dużo przerywników i eksperymentów, a za mało soczystej muzyki. Poza tym wkład zaproszonych gości pozbawił tamten materiał spójności, powodując, że nie bronił się on jako całość. Na nowej płycie, nagranej już po rozstaniu się formacji z wytwórnią 4AD, Mistrz Ceremonii wrócił do korzeni. Nowy album to pozycja przemyślana, wyważona, harmonijna i, co tu dużo mówić, po prostu bardzo dobra. To zimowa płyta, pełna ciemnych emocji, poruszająca i pogrążona w smutku

"The Troubled Sleep of..." otwiera się nad wyraz urzekająco. Takim nieco chłodnym, kryjącym w sobie niepewność i lęk głosem, Johnson, na tle delikatnych dźwięków gitary, rozpoczyna swoją historię, powtarzając kilkukrotnie nad wyraz sugestywne zdanie: "I light a candle for Saint Marie, in the hope she never brings you back to me...". Wszystko się wówczas wycisza, by następnie ospale, narastająco, wynurzyły się z tej ciszy, takie "punktowe", bardzo charakterystyczne zapętlone, gitarowe, przestrzenne warstwy, z nałożonymi opóźnieniami i pogłosami. Cóż za wyśmienite nawiązanie do tego, oszczędnego, stylu gry, jaki przedstawiał Vini Reilly z, wymienionego już zresztą, The Durutti Column. Wraz z soczystą, syntetyczną, nieco połamaną, perkusją i rozlanymi, chłodnymi, elektronicznymi akordami w tle, dało to porywający efekt. A to przecież dopiero początek! "The unwritten law" to pierwsza z "zimowych ballad" znajdujących się na albumie. W tym nagraniu rozkoszujemy się już głosem Ange`le David-Guillou. Niezwykłej urody to "kołysanka", oszczędnie zaaranżowana (znów gitara akustyczna i elektroniczne wypełniacze w tle), refleksyjna i cudownie melancholijna. "Speed the road, rush the lights" przynosi zmianę klimatu. Ta, trwająca prawie 8 minut kompozycja, to najbardziej agresywny fragment płyty. Jednak z jaką klasą jest to wszystko podane. Spokojne śpiewane momenty, przeplatane są jakimiś szalonymi post-rockowymi erupcjami wściekłych gitar i żywej, zadziornej perkusji. Gorączkową atmosferę ochładzają nieco kliniczne, zimnofalowe, klawiszowe frazy, jak z płyty "Faith" The Cure, a wszystko oparte na smakowitej, pulsującej linii basu. Po tym dźwiękowym wybuchu następuje wyciszenie. "Help Me Warm This Frozen Heart" to chyba najbardziej przytłaczające nagranie swym polarnym chłodem. Rozpoczyna się od odgłosów zamieci śnieżnej, by następnie uwieść powolnymi, bardzo ascetycznymi, marszowo pulsującymi, arktycznymi klawiszowymi pasażami. Bardzo tajemniczy i przytłaczający nastrój potęguję beznamiętny, pozbawiony nadziei głos David-Guillou ("Outside, the fairground in snow, revolves like a waltz, funeral slow..."). Po "Help Me..." musimy wypić kubek gorącej herbaty, bo ten przenikliwy chłód, siedzi już w nas naprawdę głęboko... Ale to nie koniec emocji. Następny w kolejności "I Am The Teacher's Son", to chyba najbardziej poruszająca ballada na płycie. Cudnie zbudowany to utwór na brzmieniu wyciszonych gitar i ciekawych bębnów, przywodzących na myśl "Closedown" The Cure. Tym razem śpiewa Johnson, który snuje przed nami nostalgiczną wizję z dzieciństwa, "My favourite sound is churchbells and my greatest love's the sea though I never learnt to swim - never trusted it with me...", a wszystko to zatopione w niesamowitym oceanie melancholii i smutku. Piękne. W "The End Of A Dark, Tired Year" melancholia znów ustępuje miejsca wściekłości. Tym jednak razem więcej tu zniechęcenia i pogodzenia się z losem niż agresji. Perkusja miarowo wybija rytm (prawie jak w "The Figurehead" Cureów), a śpiewane momenty wyciszenia inkrustowane są atakami psychodelicznych gitar i szalonej perkusji. "The Tollbooth Martyrs" to znów ponad pięć minut czystego piękna. Płaczliwe, przelewające się w tle dźwięki gitar, brzmiące prawie jak skrzypce, ulotne gitary akustyczne, niczym tykanie zegara, no i głosy, znów ten Johnson, z delikatnym, schowanym, wsparciem swej partnerki. Ciemno, depresyjnie, ale jakże wspaniale... "When I'm Done, This Night Will Fear Me" to z kolei utwór osadzony w klimacie zimnej fali. Wyczuwam tu echa wczesnego Cure (szczególnie te gitary) i Joy Division. A dość jednoznacznie nacechowane zdania typu "Black just got blacker." czy "Ghosts of ghosts of ghosts will hear me." również każą spojrzeć na dorobek tych dekadenckich wieszczów apokalipsy. Bardzo dobry to moment na albumie, choć tak przygniatający swym emocjonalnym ciężarem. W "When I'm Done..." Johsnon wzywał duchy duchów, a w intrze do następnego nagrania ("Luxembourg Gardens") mamy wrażenie, że duchy te właśnie do nas przyszły. Dzieje się to za sprawą nieco upiornie przetworzonej operowej arii (?). Kompozycja, trwająca ponad 7 minut, rozwija się bardzo interesująco. Tajemnicza, ulotna, wyalienowana gitara, hipnotyzująca, żółwia, miarowo bijąca perkusja i ponure jednostajne klawisze pod spodem. Tutaj znów cisza kontrastuje z ostrzejszymi wstawkami. Tym razem mam muzyczne skojarzenie z dokonaniami grupy Antimatter, potęgują to jeszcze wokale, gdyż w "Luxembourg Gardens" mamy już do czynienia z klasycznym duetem. No i jest jeszcze zamykający album utwór "Comets". Ta mała iskierka nadziei i ciepła, to urocza gitarowa ballada, utrzymana w duchu Cocteau Twins, śpiewana przez Ange`le. "You just can't wait for the right time because like comets, it could be the last time...". Tak, wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu...

Ocena: 9.5 / 10



Tomasz "Slay" Pacyna
slay(at)post.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 2


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Labyrinth.pl 'Promo 2006'
  Labyrinth.pl 'Promo 2006'

"...Lost in Infinity stanowi nieco spokojniejszą, choć równie ciekawą kompozycję. Nastrojowe melodie, przemyślane przejście w szybszą, jednak równie klimatyczną część, liczne łamańce rytmiczne, powrót do wolniejszego tempa i fenomenalna, nastrojowa solówka na gitarze, następnie znów przyspieszenie... Aż trudno sobie wyobrazić, ile pomysłów można zmieścić w niespełna 10-minutowym utworze!!..."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff