Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Morphine "The Night" (2000)
(Dreamworks)



Dana Colley - Wokal, Saksofon (Tenor), Saksofon (bas), Saksofon (Baryton), Pianino
Billy Conway - Wokal, werbel, Perkusja
Jerry Deupree - werbel
Mark Sandman - Puzon, Pianino, Organy, Gitara (basowa), Bas

1. The Night
2. So Many Ways
3. Souvenir
4. Top Floor, Bottom Buzzer
5. Like a Mirror
6. A Good Woman Is Hard to Find
7 .Rope on Fire
8. I'm Yours, You're Mine
9. The Way We Met
10. Slow Numbers
11. Take Me With You

Czym jest Morphine? Po wystukaniu owej nazwy w wyszukiwarce i przebrnięciu przez wszelkiej maści związki heterocykliczne, pochodne morfinanu itp... na dalszej pozycji znajdujemy wzmiankę o amerykańskim zespole działającym w latach 1990-1999. Tak, tak, Drogie Dzieci, zespól ten już nie istnieje. Tworzyli go grający na perkusji Billy Conway (po części także Jerome Deupree), Dana Colley na saksofonie tenorowym i barytonowym oraz Mark Sandman - lider, frontman, grajacy na dwustrunowym basie i śpiewający, zmarły tragicznie na zawał serca na jednym z koncertów w roku 1999... Wydali 6 oficjalnych płyt. Niewiele? Dam sobie rękę uciąć, że wystarczy to spokojnie, by jeszcze przez długi czas byli pamiętani...

Już sam dobór instrumentarium wzbudza zainteresowanie. Brak gitary, a w jej miejsce saksofon tenorowy lub barytonowy. Do tego dwustrunowy bas. Takiej kombinacji na dłuższą metę nie próbował wcześniej nikt. Mówiono o nich, ze miotają się między jazzem a rockiem... Coś w tym jest. Hipnotyczny rytm perkusji, bardzo niskie, basowe "kroczki", wszędobylski saksofon, wypełniający przestrzeń na ogól zajętą przez gitarę oraz niesłychanie niski, bardzo charakterystyczny, niekiedy przetworzony głos Sandmana... Wszystko to wymieszane razem przenosi słuchacza w klimat obskurnych knajp, w środek nocy, w której na porządku dziennym jest zażywanie środków poszerzających świadomość...

Trudno jest wybrać ich najlepszą płytę. W zasadzie każda różni się od pozostałych, każda jest oryginalna i na swój sposób wspaniała. Kwestia gustu. Po bardzo surowym i mrocznym debiucie (Good), nagrali bardziej pogodny i przebojowy Cure For Pain, następnie rozwinęli patent na Yes, żeby wymieszać wszystko na Like Swimming i udoskonalić na The Night. Po drodze przewinęła się jeszcze płyta z bisajdami. Ostatnią, wydaną już po śmierci wokalisty, ale nagraną jeszcze z jego udziałem, uważam moim skromnym zdaniem za najwybitniejszą. Album jest wspaniałym ukoronowaniem historii grupy, opus magnum. Wszystkie najwspanialsze wątki z płyt poprzednich splatają się na niej i bynajmniej nie jest jakimś odgrzewaniem kotleta a śmiałym i stanowczym krokiem naprzód, udoskonaleniem, wzbogaceniem i rozwinięciem niekiedy zbyt surowej formy. Strach myśleć jak wyglądałby ich kolejny TAKI krok...

Zaczyna się od delikatnej perkusji... zaraz potem wchodzi spokojny saksofon... ciche akordy fortepianu... smyczki... i głos "You're the night, Lilah. A little girl lost in the woods. You're a folk tale, the unexplainable...". Tytułowa piosenka, ballada, wprowadza nas w jazzowo-barowy klimat o cohenowskim odcieniu. Przed oczami staje nam knajpa 4am, przyciemnione światła, unoszący się papierosowy dym, siedzimy półprzytomni na granicy upojenia a snu, a przed nami śpiewający bardziej do siebie, Mark... Utwór następny So Many Ways budzi nas hipnotyczną i opętaną perkusją. W tle przygrywa gitara akustyczna, organy hammonda, później słyszymy nieco gitary elektrycznej i damskich wokali - wszystko to zaś brzmi niezwykle transowo i onirycznie, niczym jakiś hymn ku czci opium. Powieki same opadają na oczy a głowa zaczyna rytmicznie się kiwać. Souvenir jest spokojniejszy, muzyka płynie sobie, usypia, pojedyncze dźwięki fortepianu, beznamiętny wokal... Top Floor, Bottom Buzzer budzi nas ponownie. Znowu króluje dynamiczny rytm wybijany przez perkusje i świdrujący głowę motyw basowy. Wszystko coraz bardziej się rozkręca, zagęszcza, saksofonowe solówki przeplatają się z wstawkami organów i żeńskimi wokalami - szaleństwo. Słuchany głośno jest jak ogromna czarna dziura, powiększająca się i wchłaniająca wszystko na swojej drodze (łącznie z słuchaczem ;) ), albo... walec. Jak dla mnie - najlepszy moment płyty... Dalej jest Like a Mirror. Znowu roztacza się senny klimat knajpy późna nocą. Powolne dźwięki perkusji, senny głos Marka i smutne popisy Dana. Tak grać może zespół tylko o 4am... A Good Woman Is Hard To Find przypomina nam wcześniejsze dokonania Morphine. Opętany rytm perkusji miesza się z dudniącym basem i gęstą warstwą saksofonów. Następny w kolejności - Rope On Fire zmienia trochę klimat, a to za sprawą gitary, ni to sitaru? Przed oczami stają nam Indie (słychać, że panowie zmienili narkotyki :). Jak dla mnie to jednak słabszy moment płyty. I'm Yours, you're Mine uderza nas po głowie mroczną psychodelią. Pojawiających się tu kosmicznych eksperymentów nie powstydziliby się Legendary Pink Dots, a do tego w utworze panuje niesamowite napięcie, mówiące, że zaraz zdarzy się cos strasznego... The Way We Met kojarzy mi się z Tomem Waitsem. Na tle monotonych rytmów perkusyjnych Mark bardziej recytuje niż śpiewa "No there's nothing too romantic about the way we met...". Następny Slow Numbers robi niesamowite wrażenie. Ma wiele wspólnego z jazzem, z tym, że nad całością unosi się posępna i w pewien sposób absurdalna aura, niczym z filmów Lyncha. Na koniec panowie z Morphine serwują nam jeszcze najbardziej przystępny kawałek na płycie - Take Me With You. Na tle gitary akustycznej, z domieszką smyków, Mark Spiewa "Take me with you when you go now. Don't leave me alone. I can't live without you. Take me with you, take me with you when you go..." Piosenka jest jak wpuszczenie orzeźwiającego powietrza do dusznych katakumb. Bardzo ładna to piosenka, bardzo ładny koniec płyty... no to repeat...

Ocena: 9.5 / 10



DrowningMan

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 2


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Kino 'Picture'
  Kino 'Picture'

"...Pete Trewavas poradził sobie bez swojego stałego partnera Iana Mosleya całkiem nieźle i wraz z Chrisem Maitlandem tworzy sprawną sekcję. Maitland gra mniej technicznie od swojego następcy w Porcupine Tree, Gavina Harrisona, jednak rytmy przez niego wygrywane stanowią dobrą bazę dla pozostałych instrumentów. John Beck ze swoimi klawiszowymi pasażami pełni raczej funkcję uzupełniającą dla gitary Mitchella, udało mu się jednak zagrać parę efektownych solówek. Generalnie żaden z muzyków nie wchodzi drugiemu w drogę, wszystkim zależy na stworzeniu odpowiedniego nastroju...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff