Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Kazumi Watanabe "To Chi Ka" (1980)
(Denon)



Kazumi Watanabe : acoustic nad electric guitars, guitar synth
Warren Bernhardt : synthesizer, keyboards, oberheim
Michael Brecker : tenor sax
Peter Erskine : drums
Kenny Kirkland: piano, keyboards
Joe Caro: guitar
Sammy Figueroa: percussion
Tony Levin: bass, fretless bass
Mike Mainieri : vibraphone
Marcus Miller : bass
Ed Walsh: synthesizer, programming, oberheim
Steve Jordan: drums

1. Liquid Fingers
2. Black Canal
3. To Chi Ka
4. Cokumo Island
5. Unicorn
6. Don't Be Silly
7. Sayonara
8. Manhattan Flu Dance

Narzekamy na to, że "nasi" wykonawcy nie są promowani nawet w kręgach niezależnych. Spieramy się o to, że więcej "jest" Marillion niż Davida Bowie, więcej Porcupine Tree niż The Cure i na odwrót. Śmiejemy się gdy jakiś młodzian nie ma pojęcia, że "Ziggy Stardust" to piosenka Bowiego a nie Bauhaus. Co z tego, skoro 2/3 świata nie zostało jeszcze odkryte? Czy komuś spoza grona zainteresowanych mówią coś takie nazwiska jak Akiko Yano, Tsuneo Imahori, Kazumi Watanabe czy Mizoguchi Hajime? Nie sądzę.

Wymienieni twórcy pochodzą z Japonii, a więc kraju w którym panuje żelazna dyscyplina oraz niepospolite obyczaje. Kultura w jakiej przyszło im się wychować wpływa na ich twórczość, która paradoksalnie niewiele różni się od europejskich standardów, a czasem nawet przewyższa dawno wytyczone kanony.

Dla przykładu, Kazumi Watanabe, a wiec artysta którego twórczość mam zamiar przybliżyć jest gitarzystą grającym muzykę w stylu Weather Report, Brand X czy też U.K. z pierwszej płyty. W twórczości Japończyka słychać gdzieniegdzie wpływy Chica Corei, a sam muzyk gra czasami na swoim instrumencie dokładnie w taki sposób jak Allan Holdsworth czy John Goodsall.

Pod koniec lat 70. gitarzysta pojawił się w supergrupie Kylyn, w której grał też Ryuichi Sakamoto, znany słuchaczom ze ścieżki dźwiękowej do filmu "Wesołych Świąt Pułkowniku Lawrence", którą skomponował. Z przemysłem muzycznym Watanabe związany jest od 1971, ale dopiero w następnej dekadzie na jego płytach zaczęli pojawiać się znani muzycy, tacy jak np. Tony Levin, Wayne Sorter, David Sanborn, Bill Bruford czy Patrick Moraz. Albumy artysty są praktycznie nie do zdobycia w Polsce, a ich ceny poza naszym krajem są strasznie wysokie, niemniej jednak warto w któryś z nich się zaopatrzyć, zwłaszcza gdy jest się wielbicielem klimatów jazzrockowych.

W dekadę lat 80. wkroczył Watanabe płytą "To Chi Ka". Zawiera ona zarówno szybkie, rytmiczne kompozycje, jak np. "Unicorn", "Liquid Fingers", "Don't Be Silly" czy "Cokumo Island", ale też spokojniejsze utwory w rodzaju "Black Canal", "To Chi Ka" czy "Sayonara". Znajdziemy tu wszystko co najlepsze w muzyce fusion. Są instrumenty dęte, funkowe podkłady, ekspresywne solówki oraz improwizacje. Najbardziej rozbudowanym pod względem formalnym nagraniem jest "Cokumo Island". Jednocześnie najlepiej słychać w nim współpracę wszystkich instrumentalistów. Najbardziej porywającymi utworami w tym zbiorze są "Unicorn" i "Liquid Fingers". Wprost nie można się od tych kompozycji oderwać. Cały zresztą materiał z płyty zagrany został w taki sposób, że mimo upływu 25 lat od wydania nadal brzmi świeżo. Jedynym nie w pełni satysfakcjonującym utworem na krążku jest "Manhattan Flu Dance". Trzeba jednak tej kompozycji oddać, że odbiega od klimatu płyty i jest bardziej "rockowa" niż pozostałe.

Dźwięków wygrywanych przez Kazumiego i ekipę na pewno nie powstydziliby się tacy ludzie jak Joe Zawinul, Wayne Sorter czy Miles Davis. Im bowiem, a przede wszystkim temu ostatniemu zawdzięczamy całą tą otoczkę zwaną jazz rockiem. Ktoś kto czyta ten tekst mógłby od razu pomyśleć: "To po co tego słuchać, skoro nic nowego się tam nie usłyszy?". Otóż nie. Grupa Watanabe nie jest ani klonem Weather Report ani jakiegokolwiek innego, podobnego zespołu. Kazumi korzysta z wielu wpływów i dzięki temu tworzy świetną miksturę różnych obszarów muzyki fusion. Jazz ma to do siebie, że nawet ograny standard może w czyichś rękach zabrzmieć oryginalnie. Nie każdy jazzowy podgatunek musi się podobać, ale dzięki wyobraźni muzyków związanych z tą sceną, każdy słuchacz może znaleźć tam coś dla siebie.

Jeśli chodzi o prezentowany przeze mnie album to tym "czymś" mogą być wspaniałe sekwencje instrumentalne, niebanalne harmonie, różnorodna gama nastrojów oraz ciekawe przejścia pomiędzy poszczególnymi tematami. Niezwykła jest intensywna emocjonalność, którą naprawdę można wyczuć w grze muzyków. Niezwykła z tego powodu, że przecież muzyka zawarta na "To Chi Ka" pochodzi z tak odległego kraju i na dodatek z tak odległej epoki. A zresztą, czy to ważne? Nie, skoro słuchając płyty wyczuwa się pozytywną energię.

Nie warto spierać się o to który zespół czy artysta jest najlepszy. Tyle jest pięknej muzyki na naszej planecie, że nie sposób we wszystkim zasmakować. W każdej chwili słuchacz jest w stanie poznać coś nowego. Gdy wydaje się, że ma się już ostateczną wiedzę o tej jedynej niewidocznej formie sztuki, jest się przysłowiowo "sprowadzonym na ziemię", ponieważ okazuje się, iż istnieje mnóstwo nieznanych twórców i wykonawców. Spory o muzykę nie prowadzą do niczego poza wrogością między ludźmi. Jest ona niepotrzebna, zwłaszcza w tych trudnych czasach w jakich przyszło nam żyć, gdzie najważniejszy jest sztampowy rytm i infantylny tekst "o suczkach". Artyści których od lat cenimy wcześniej już zdążyli wyrobić sobie renomę, gdy muzyka przez nich tworzona miała pierwszeństwo. Są jeszcze jednak ich mało znani koledzy, niekiedy pochodzący z tak egzotycznych krajów jak Japonia. Warto więc szukać rzeczy innych, niesamowitych, pochodzących z różnych powierzchni ziemskiego globu a nie tylko na swoim podwórku.

Ocena: 8 / 10



Łukasz Mińczykowski
entropia(at)poczta.onet.eu

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
The Twilight Singers 'Twilight As Played By'
  The Twilight Singers 'Twilight As Played By'

"...Może nie zdradzając wszystkiego dodam tylko, że priorytetem w życiu naszego bohatera są wszelkiej maści kobiety. Ale nie jest to uwielbienie w stylu Roberta Smitha czy innego romantyka. Greg ma podejście stricte samcze. Bez skrupułów rozprawia o swoich kolejnych podbojach i jest to raczej dominujący temat jego tekstów. Może nie wygląda jak Leonardo Di Caprio, szczególnie ostatnio, kiedy nieco przybrał na wadze i zmienił powierzchowność na ciut misiowatą, ale kiedy zakłada ciemne okulary i skórzaną kurteczkę to jest uosobieniem słowa cool! A jak zacznie jeszcze śpiewać – tym swoim leciutko zachrypłym, o soul’owych inklinacjach, głosem - to śmiem wątpić czy jakakolwiek mu się oprze… ..."
Czytaj więcej

  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff