Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




The Twilight Singers "Twilight As Played By" (2000)
(Columbia)



1. The Twilite Kid
2. That's Just How That Bird Sings
3. Clyde
4. King Only
5. Love
6. Annie Mae
7. Verti Marte
8. Last Temptation
9. Railroad Lullaby
10. East 17th
11. Into the Street
12. Twilight

To może już na wstępie zaznaczę, że płyta to genialna. Klasyk. I wszelka polemika jest tu całkowicie zbyteczna. Można nie lubić tego gatunku, można nie lubić wokalu itp., ale samo zaprzeczanie tego naturalnego faktu może być jedynie śmieszne i świadczyć o niskiej wrażliwości muzycznej lub braku elementarnej wiedzy muzycznej. Niestety zbyt dużo już mądrych głów napisało o tej płycie dobrego, żeby jakiś smarkacz lub samozwańczy recenzent mógł ją mieszać z błotem i burzyć mit tego albumu. A ja, jako, że już trochę w życiu muzyki słyszałem mogę się jedynie pod tym wszystkimi członkami (a jak trzeba to i nie tylko) podpisać…

To może na początek trochę obfitującej w emocje i adrenalinę historii… Był sobie kiedyś taki zespół Afghan Whigs. Polskiej publiczności jest on szerzej znany z pamiętnego koncertu w naszym kraju, kiedy to zagrali wraz z raczkującymi Radiohead i Kultem na jednej scenie (tak, tak, tak było – check it!). Żeby nie kompromitować naszej publiki, wspomnę tylko, że koncerty były średnio udane ( hehe ;), a rozwinięcie tej anegdotki przemilczę. Wracając do głównego wątku… to Afganom nie wiodło się specjalnie. Uwielbienie przez krytyków zupełnie nie szło w parze ze sprzedażą płyt i - jak wieść nieoficjalna niesie - kłopoty finansowe zmusiły zespół do zawieszenia działalności. Tak czy inaczej Afgan za sprawą kilku płyt (jak dla mnie „Gentleman” i „1965”) na stałe wpisał do rockowej historii, a jeśli nawet nie do historii, to przynajmniej w serca garści ludzi, których rozpacz była straszna. To może jeszcze słów kilka o liderze, wokaliście, gitarzyście, autorze tekstów i większości utworów owego zespołu. Jest nim gościu o dźwięcznym imieniu Greg Duli. Charakterek facet ma, że hoho i na pewno jest barwną postacią na scenie rockowej. Może nie zdradzając wszystkiego dodam tylko, że priorytetem w życiu naszego bohatera są wszelkiej maści kobiety. Ale nie jest to uwielbienie w stylu Roberta Smitha czy innego romantyka. Greg ma podejście stricte samcze. Bez skrupułów rozprawia o swoich kolejnych podbojach i jest to raczej dominujący temat jego tekstów. Może nie wygląda jak Leonardo Di Caprio, szczególnie ostatnio, kiedy nieco przybrał na wadze i zmienił powierzchowność na ciut misiowatą, ale kiedy zakłada ciemne okulary i skórzaną kurteczkę to jest uosobieniem słowa cool! A jak zacznie jeszcze śpiewać – tym swoim leciutko zachrypłym, o soul’owych inklinacjach, głosem - to śmiem wątpić czy jakakolwiek mu się oprze… Tak więc w Afghan Whigs się Gregowi nie wiodło, ale, że facet nie pozwoli sobie w kasze dmuchać to już chwilę po rozpadzie skrzyknął ziomali (m.in. Harold Chichester, Shawn Smith, David McSherry, Steve Cobby, Barrett Martin) i założył projekt The Twilight Singers. Sesje były na tyle owocne, że w roku 2000 została wydana pod czujnym okiem producentów Fila Brazilia debiutancka płyta.

I tu wracamy do początku, a mianowicie do tego, że płyta to genialna. Może nie jest to kamień milowy w rozwoju muzyki, ale na pewno jeden z najbardziej wciągających, porywających i klimatycznych albumów przełomu tysiącleci. Greg w końcu dał na niej popis talentu nie do końca wykorzystanego w Afghan Whigs. I o ile był on jak ptaszek z podcinanymi skrzydełkami, jak playboy w celibacie, tak teraz - niczym pies spuszczony ze smyczy, nieokiełznany, nieograniczony - pokazał w końcu światu na co go stać. Już na ostatniej płycie Afghan Whigs czuć było, że Greg chciałby poszerzyć brzmienie i estetykę zespołu, pójść trochę innym torem, a styl grupy trochę go krepuje. I choć końcowy efekt ostatniego krążka był świetny, to jednak czuć było, że Duli chce więcej zmian, więcej władzy i niezależności. Stopniowo ujawniał on jak ważny jest dla niego soul, śpiew i różnorodne brzmienia, co kłóciło się nieco z gitarowym wizerunkiem zespołu. I choć wplótł w płytę „1965” kobiece wokalizy, sekcje dęte i nieco nowo-orleańskiego klimatu to prawdziwe spełnienie twórcze uzyskał dopiero na opisywanym albumie. Śmiem twierdzić, że jest to płyta życia Grega…

Nazwa zespołu jest bardzo adekwatna do zawartości muzycznej. Twilight Singers. W odstawkę poszły gitary, a na pierwszym planie jest wokal. I czy śpiewa Greg, czy jeden z licznych gości, czy też śpiewają razem, harmonie powalają na kolana. Rozbraja także ogólny klimat krążka. Senny, smutny, intymny, doskonały na nocną refleksje po kilku głębszych. Nastrój odrętwienia po zerwaniu z kobietą, jako, że są one tematem przewodnim płyty. Oparty na monotonnym, niemal trip-hopowym beat’cie perkusji i głębokim przejmującym basie, a przy tym oszczędnie urozmaicony stosem dodatkowych instrumentów od pianina i trąbki poczynając, na sekcji smyczkowej i elektronice kończąc. I do tego te teksty tyczące się głównie rozstań, smutku i rzewnych wspomnień. I tak już pierwszy kawałek The Twilite Kid wprowadza nas doskonale w owy nastrój. W tle keyboardowy podkład, skromne uderzenia w struny gitary, cicha perkusja i wychodzące na pierwszy plan motyw na pianinie przywodzą na myśl zakończenie jakiegoś smutnego filmu, ale już po chwili uderza nas po głowie mocna sekcja rytmiczna na czele z basem i głośnymi szarpnięciami gitarowymi. No i wchodzi Greg w towarzystwie kolegów przy co bardziej dramatycznych momentach. Już te pierwsze słowa rozbrajają na łopatki „Rock steady, baby, your man is dead, be careful sugar, of who you call a friend…”. A dalsza część brzmi jeszcze bardziej szczero i autentycznie. I jak mu nie uwierzyć, gdy łzy cisną się do oczu. I jeszcze te gitarowe wybuchy, delikatne solo na gitarce i pianinu, elektroniczne wtręty… ech… majstersztyk! Klimat ten kontynuuje kawałek następny. Całkowicie oparty na pióreczkowanej gitarze i wokalnych popisach Śpiewaków, raz mruczących, raz śpiewających otwartymi w pełni ustami, a przy tym zastępujących wszystkie instrumenty. Pure Sad Soul! Clyde posiada już soulową perkusję i uwypuklony bas, a do tego nakręca go hinduski motyw gitarowy. Ponadto na łopatki powala wspólnie wyśpiewywany refren (you're makin' me want it so what i feel inside, i can't deny), z każdym zaśpiewam ciągle narastający i pod koniec utworu rozpierdzielający czachę ekspresją i emocjami (nie głośnością). Chłopaki śpiewają jak w amoku. King Only to chyba najbardziej lubiany koncertowo utwór z tej płyty. Na wstępie melancholijny Duli z gitarą, by rozkręcić wszystko przy zajebistym, luzackim refrenie z towarzyszeniem śpiewających (pięknych zapewne) pań i sowitej sekcji dętej. Ciary mnie nachodzą w dalszej części, gdy refren jest śpiewany w wyższych rejestrach. Następny utwór (Love) znów chwyta za serce. Jak nie wzruszyć się tym pianinem i słowami Grega „At 3.15, I heard you leave, where did you go? Were you alone?” Płynnie przechodzi on w Annie Mae. Najbardziej dynamiczny, pulsujący, świetnie się rozkręcający ze świetnie krzyczącym Dulim i przywodzącym na myśl wspomniany „1965”. Majstersztykiem przeszywającym na wskroś jest Verti-Marte. Opiera się na powycinanych z kontekstu zdaniach kobiety. Połączonych, nie mających związku logicznego, na tle delikatnej gitary, monotonnej perkusji, basu i okazjonalnych okrzyków i zaśpiewów. Ładunek emocjonalny tego utworu jest ogromny, a ciary śmigają od początku do końca kawałka. Połączone wycinki przywodzą na myśl przypominanie sobie przez bohatera chwil spędzonych z miłością. Może ogląda nakręcony kiedyś film? Nagrane na taśmę chwile, kiedy Ona się śmieje, wypowiada zdania „what are you’re writing?” mówi po francusku albo gdy uroczo wypowiada „heaven” i także wybucha przeszywającym śmiechem. Przypomina sobie jak bardzo był szczęśliwy i jak wiele stracił bo… Ona odeszła („goodbye, motherfucker”). Z tego rozmarzenia wyrywa nas energia, puls i dynamiczny, melodyjny refren utworu następnego (Last Temptation) by ustąpić miejsca chyba najmniej porywającemu fragmentowi płyty (Railroad Lullaby). O ile reszta jest niemal natchniona to ten kawałek trochę odstaję, przypominając co bardziej smętne kawałki Massive Attack z zaśpiewami a’la George Michael. Ale możliwe, że wymyślam, żeby nie było zbyt monotonnie co do tych pochwał i zachwytów. Potem jest mały przerywnik i przechodzimy w piękna senną balladę Into The Street. Na tle delikatnych dźwięków gitary akustycznej i smyków słyszymy wspaniały duet Grega i … Głosy wypełniają się i jakby rozpływają w przestrzeni…Początek zamykającego Twilight zapowiada się podobnie ale już po chwili wchodzi trip-hopowa perkusja , pianino a w refrenie saksofon, co jest jakby płomyczkiem nadziei na koniec tej smutnej płyty, co jakby ciut rozwiewa mroki wytworzone przez wcześniejsze utwory. I cali Twilight Singers śpiewają „Everything gonna be alright….”

I tu znowu powinienem wrócić do początku, ale już się nie chce powtarzać. Płyta naprawdę chwyta za serce i wyciska łzy a kto jej nie zna ten…. Wiele traci.

Ocena: 10 / 10



DrowningMan

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 2


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Grzegorz Turnau '11:11'
  Grzegorz Turnau '11:11'

"...Pod względem aranżacji "11:11" prezentuje się chociażby do albumu "Pod światło" jak Ryszard Kalisz do Miss Anorektyczek 2005. Ciężko by było wymienić instrument, który tu nie występuje - mamy nawet klucze od glazurek, o flueghornach, obojach, altówkach i zespole smyczkowym już nie wspominając. Po raz pierwszy pojawia się sampling, co nie oznacza jednak na szczęście, że podczas przypadkowej wizyty w sobotni wieczór w najbliższej remizie usłyszymy MC Grzesia pomiędzy jednym Crazy Frogiem a inną Mandaryną...."
Czytaj więcej

  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff