Pure Reason Revolution "The Dark Third" (2006)
(Sony BMG)
Jon Courtney - voc, g, k
Chloe Alper - voc, b
Jamie Wilcox - voc, g
Jim Dobson - voc, k, g, b, viol
Andrew Courtney - dr
1. Aeropause
2. Goshens Remains
3. Apprentice Of The Universe (
4. Bright Ambassadors Of Morning
5. The Exact Colour
6. I) Voices In Winter
II) In The Realms Of The Divine
7. Bullitts Dominae
8. I) The Twyncyn
II) Trembling Willows
9. I) He Tried To Show Them Magic
II) Ambassadors Return
Steven Wilson od jakiegoś czasu zabiera ze sobą w trasy nowe, obiecujące zespoły. Poprzednim razem było Oceansize teraz przyszedł czas na innych Brytyjczyków. Nie wybrałem się tym razem na koncert Blackfield (występy Porcupine Tree są jednak większą atrakcją), pozostaje mi więc samo słuchanie muzyki. A jaką właściwie gra Pure Reason Revolution? Na stronie ProgArchives zostali sklasyfikowani jako art rock (tam jest to osobna szufladka, eksperci odróżniają art rock od dajmy na to symphonic prog). Nie należy wierzyć we wszystko co piszą na jakichś portalach. Owszem można w uproszczeniu określić muzykę grupy jako art rock ale... Ale właśnie w uproszczeniu i to dużym. Twórczość Pure Reason Revolution to postmodernistyczna synteza bardzo różnych gatunków - rocka, ambientu, awangardy, indie, jazzu, shoeagaze'u i czegoś jeszcze. Wystarczy odtworzyć jakikolwiek utwór i mnogość nakładających się (tak, to dobre słowo) na siebie stylistyk powoduje że w sumie trudno określić co to właściwie jest.
Historia zespołu wygląda następująco: w latach 90. bracia Courtney i Chloe Alper założyli The Sunset Sound, do którego dołączyli gitarzysta Tom Leathes i basista Bob Cooper. Pod tym szyldem nagrany został singiel "Moving" który odniósł znaczną popularność w BBC Radio 1. Po poznaniu przez jednego z braci Courtneyów, Jona, kolejnych muzyków, Jima Dobsona i Grega Jonga grupa przekształciła się w Pure Reason Revolution. Po podpisaniu kontraktu z Sony BMG formacja nagrała kilka singli oraz minialbum "Cautionary Tales For The Brave"(2005). EP-ka jest ostatnim wydawnictwem z Jongiem w składzie, został on zastąpiony przez Jamiego Wilcoxa.
Rok 2006 przyniósł pierwszego pełnego longplaya. "The Dark Third" to płyta kontrastów. Na pierwszy rzut ucha muzyka tu zawarta to chaos. Ale chaos pozorny. Wszystko jest tak przemieszane że z trudem doszukać się jakichkolwiek źródeł inspiracji. Wymieńcie obojętnie jaki zespół a jego twórczość tu odnajdziecie. I właśnie nie jest to żadne kopiowanie cudzych pomysłów. To mnogość różnorakich elementów. Najbardziej charakterystyczną cechą albumu jest to że wśród całego tego dźwiękowego rozgardiaszu znajduje się spokój. Ten spokój jest mocno ambientowy ale z drugiej strony odnosi się wrażenie że to jakieś dłuższe jam session. Trudno wyróżnić choćby jeden fragment; wszystkie zlewają się w jedną nierozerwalną całość. Są wlokące się pochody perkusyjne. Szarpane a i niekiedy metalowe riffy. Skrzypce(nie nachalne). Elektroniczne zapędy. Smutne melodie. Celtyckie motywy. Klawiszowe tła. Oszczędne partie solowe. Nagłe zwroty akcji. Powtarzane tematy pomiędzy improwizacjami. Feeling. Energia właściwa młodym zespołom. Wyspiarska melancholia. Wszystko to a nawet więcej znajdziecie na "The Dark Third". W prasie pojawiło się porównanie do Pink Floyd. Proszę, nie skazujcie tym razem zespołu na tak płytkie i nieadekwatne zaszufladkowanie. Są warci więcej.
"..."A kogo obchodzi pierdolone Depeche Mode!?" - krzyczał jeszcze nie tak dawno, podczas trasy promującej płytę solową, Dave Gahan. Jasne, miał ku tego prawo, ale gdy podczas bisów wykonywał utwory z repertuaru swej macierzystej formacji, robił z siebie, delikatnie mówiąc niekonsekwentnego błazna, pociąganego za sznurki pychy i megalomanii. Woda sodowa uderzyła mu do głowy, jednak, gdy z każdym kolejnym miesiącem stawało się coraz bardziej jasne, że jego "Paper Monsters" jest po prostu miałki i słaby, wypowiedzi Gahana traciły na ostrości......"
Czytaj więcej