Katatonia - Night Is The New Day (2009)
(Peaceville Records)
|
|

Jonas Renkse - wokal; Anders Nystrom - gitara; Fredrik Norrman - gitara; Mattias Norrman - gitara basowa; Daniel Liljekvist - instrumenty perkusyjne
|
Forsaker; The Longest Year; Idle Blood; Onward Into Battle; Liberation; The Promise Of Deceit; Nephilim; New Night; Inheritance; Day And Then The Shade; Departer
|
Ludziom obdarzonym słabą muzyczną wiarą wydawało się, że nic nie może dorównać przebojowością ostatniemu albumowi Katatonii "The great cold distance". Niżej podpisany niewierny też tak myślał. Spowiednik już czeka, tupiąc nerwowo nóżką.
Szwedzi stali się ostatnimi czasy fenomenem samym w sobie. Od czasów, gdy grali ciężkostrawny doom metal, puszczany zapewne jako motywator w zakładach mięsnych, ewolucja nastąpiła nieziemska. Połączenie progresywnego rocka, metalu i elementów niejako gotyckich w ich wykonaniu sprawdza się doskonale. A "Night is new day" jest tego ukoronowaniem. Cierniowym.
Płytka zaczyna się niepokojącym dźwiękiem gitary, który w pewnym momencie eksploduje, po czym się uspokaja. I taka jest cała płyta. Faluje jak dorodne tsunami, tak samo wciągając. Dżwięki, z pozoru chaotyczne, układają się w jedną całość, głównie za sprawą wokalizy Jonasa Renske. I za tą wokalizę należy dziękować panu Szatanowi, który wykorzystując swoją moc zrzucania na ludzkość stanów chorobowych, zakazał growlować, ryczeć i muczeć wokaliście Katatonii. W ten sposób objawił nam się jeden z najlepszych głosów rogatej strony sztuki zwanej muzyką.
A sama muzyka? Jak zwykle jest w niej mnóstwo stanów depresyjnych, dołków psychicznych, chandry oraz innych przyjemnych elementów pozwalających sięgnąć po żyletki. I to właśnie tworzy piękno tej płyty. Nie uśmiechniemy się tu ani razu. Chyba, że ma to być uśmiech Jokera. W zamian dostajemy porcję melancholii oraz wspomnianych wcześniej przebojów. Ten, kto przebije się przez pozorną skorupę ciężkości dźwięków, dotrze do sedna, czyli - przykładowo - momentu gdy Renske genialnie wyśpiewuje frazę "hand of a leader" w utworze "Forsaker" czy "don't fall, this is our time" w "The promise of deceit". Mnie te momenty powalają na kolana. Bez skojarzeń.
Owe dwa hiciory to moi murowani faworyci do przeboju płyty. Jednak konkurencja nie pozostaje w tyle - powalające riffy w "Liberation" oraz "New night", partie klawiszy i słodkie "la, la, la, lalala" w "Inheritance", iście opethowy klimat w "Idle blood" czy prog-rockowe zajawki w "Onward into battle" rwą to, co mężczyzna ma najcenniejsze.
Boli, gdy nie ma się do czego przyczepić. Zostaję więc masochistą, proszę o więcej takich płyt.
Ocena: 9.99 / 10
|
Tomasz "Trollking" Zdulski trollking(at)interia.pl
|
|
|