Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Ludwik Stomma "Nalewka na czereśniach" (2000)
(Sens)



wydawca: Sens
miejsce wydania: Poznań
data wydania: 2000
liczba stron: 212
współwydawca: Polityka
format: 130 x 200 mm
oprawa: twarda

Felietonistyka to najtrudniejsza ze sztuk dziennikarskich, a jednocześnie najczęściej profanowana przez ordynarnych parweniuszy, którym wydaje się, że mając już własną kolumnę mogą bezczelnie uważać się za następców swoich wybitnych "kolegów po fachu". Bo do pisania felietonów trzeba mieć dryg, dobre pióro i nietuzinkowe doświadczenie. Żeby mieć coś interesującego/mądrego/wesołego (razem lub osobno) do opowiedzenia tydzień w tydzień to trzeba być nie lada mocarzem. Lecz nawet taka umiejętność nie gwarantuje sukcesu w tej jakże niewdzięcznej dziedzinie. Niezbędny jest swego rodzaju magnetyzm zawarty pomiędzy wierszami, czy to kwestia stylistyki, doboru słów, poglądów, osobowości autora - przepisu nie zna nikt, bo albo ktoś to ma albo nie.

Ludwik Stomma to ma i nie budzi to moich najmniejszych wątpliwości. Od ponad dziesięciu lat spotyka się z czytelnikami Polityki na lewej stronie tuż przed zamykającym numer reportażem z serii "Na własne oczy", jako ostatni ze stałych felietonistów, a więc w miejscu co tu dużo mowić, prestiżowym. Wprawdzie z początku współpraca ta nie była regularna, a wcześniej jego obecność przyćmiewana była osobą Daniela Passenta, który przez lata zajmował tę prestiżową felietonistyczną kolumnę, ale co się odwlecze... Passent poszedł w ambasadory i szczerze powiedziawszy ja już w ogóle nie tęsknię za jego tekstami.

Stomma jest etnologiem, od lat jako profesor wykłada na paryskiej Sorbonie. Pomimo swojej "emigracyjnej" przeszłości mało w nim smętnej martyrologii charakterystycznej dla tamtejszej (i nie tylko) polonii. Przeciwnie, jest człowiekiem otwartym o otwartym umyśle, nie kryje swoich lewicowych sympatii oraz niepopularnych i odważnych poglądów w dzisiejszym politycznie poprawnym świecie. Ma słabość do kobiet (ale kocha tylko Basię), białego wina, ptaków... no i ubóstwia swoją czereśnię, w której cieniu często pisuje felietony. Jego celne i często cięte poczucie humoru jest obiektem mojej zazdrości. Podobnie jak bogactwo przeżyć, doświadczeń, znajomości. Ma naturę gawędziarza i to się czuje. Moja mama zaczyna lekturę Polityki od Stommy, a ja na nim kończę (bo takie mam chore poczucie kolejności, że muszę zaczynać od początku).

Powodem zaś naszego dzisiejszego spotkania w Snob Cornerze jest wydana już jakiś czas temu książka Ludwika Stommy pt. "Nalewka na czereśniach" zawierająca subiektywny wybór felietonów, które Stomma publikował na łamach Polityki ale nie tylko. Jest to książka, którą można przeczytać za jednym zamachem lub smakować felieton po felietonie w nastrojowe wieczory. Jest tam wiele wspaniałych tekstów, które oczarowują swoistą "magią" ("Pod czereśnią znowu", "Basia", "Chwilo trwaj", "Traktat o sikorkach"), polityczną satyrą ("Maniera Bendera", "Tako rzecze Rokita") czy wreszcie wspomnieniami o nietuzinkowych ludziach ("Żegnaj generale", "Wacek", "Kisiel"). Dziś w Polityce Stomma nie ma sobie równych co szczególnie widać porównując teksty jego "kumpla z redakcji" i sąsiada na łamach (Zanussi). Wprawdzie niedawno z Tygodnika Powszechnego przyemigrował neofita Pilch i zaczyna sobie nieźle radzić, ale to jeszcze nie ten stopień czytelniczej poufałości jaki pozwalam sobie czuć w stosunku do Stommy.

Na zakończenie przytoczę urywek z jednego z wielu wyśmienitych z felietonów autorstwa Ludwika Stommy zamieszczonych w "Nalewce na czereśniach":

"Ten felieton miał być o czymś zupełnie innym, będzie o tym w przyszłym tygodniu. Wszystko się zmieniło, bo w nocy zakwitła czereśnia.
Wieczorem, tuż przed zmierzchem, wychodzilem do ogrodu i owszem, pąki były nabrzmiałe, ale zamknięte jeszcze i jakby niechętne. Siadłem więc do pracy i stukałem spokojnie w klawisze maszyny (a okna z mojego gabinetu wychodzą na nudne i nieświadome niczego podwórze). Około piątej nad ranem poczułem lekkie pragnienie i udałem się do piwniczki. I właśnie odkorkowując w kuchni butelkę Bourgogne zupełnie przypadkowo spojrzałem w okno. Przypadkowo, a nawet bezmyślnie, gdyż nic nie widać. O dziwo, coś zamajaczyło. W pierwszej chwili jednak nie odnotowałem świadomie tego faktu. Dopiero wróciwszy do pracy poczułem lekki niepokój. Bo gdyby coś zamajaczyło po wypiciu butelki, to jeszcze można zrozumieć. Ale przed? Po krótkim namyśle (a analizę intelektualną przedkładam ponad ordynarną empirię) doszedłem do wniosku, że nic majaczyć nie mogło. Minęły dwie godziny. Za oknem zaczął fioletowieć świt. Właśnie tak - fioletowieć! Bo zanim zacznie szarzeć, to właśnie fioletowieje. Trzeba było odnieść pustą butelkę. Znowu machinalne spojrzenie przez kuchenne okno i...
Z fioletowo-granatowego tła (bo świt zaczął już granatowieć) wynurzyła się nieprawdopodobna kaskada bieli. Jest nieprecyzyjnym eufemizmem powiedzenie, że moja czereśnia zakwitła. Ona po prostu w ciągu paru godzin eksplodowała kwieciem. Wybiegłem do ogrodu. Kwiaty na gałęzi, której dosięgnąłem, były mokre (w nocy przeszedł lekki deszcz) i otwarte jakby kwitły od zawsze. Czereśnie mają zaś to do siebie, że zakwitają drobnymi kępkami, pomiędzy którymi (tym bardziej, że jeszcze nie mają liści) jest miejsce na światło i na japoński rysunek gałęzi. Toteż świt, który w międzyczasie zaczął już słonecznieć przeniknął na wskroś drzewa i rozbielił płatki do granic oślepienia. Kicz, kicz, kicz - rany boskie. Rany boskie - kicz.
Problem polegał na tym, że Basia jeszcze spała. Z kim się więc podzielić wiadomością, że czereśnia kwitnie? We Francji telefon przed dziewiątą rano, jak i po dziewiątej wieczór, uznawany jest za nieprzyzwoitość. Mam paru wcześnie wstających przyjaciół w Polsce, ale wyobrażam sobie, co by pomyśleli (a później co gorsze opowiadali), gdybym zadzwonił do nich o siódmej z moją wiosenną sensacją. Zrezygnowany wróciłem do gabinetu. Na skraju stołu leżał felieton przygotowany do wysłania do Polityki (ten , który będzie za tydzień). Jest w nim o Janie Marii Rokicie, o reformach (rządowych, nie damskich)... I pomyślałem sobie: dość. Zanim się Basia obudzi, podzielę się czereśnią z czytelnikami Polityki. Rokita może poczekać."


Ocena: 7.5 / 10



Leszek Żabiński
lzabinski(at)zanet.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 2


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Peter Benisch 'Soundtrack Saga'
  Peter Benisch 'Soundtrack Saga'

"...Płyta inna niż wcześniejsze, z racji tego, że Peter moim zdaniem bardziej rozwinął składniki melodyjne, miejscami onieśmielające. Momentami wydawało mi się, że zbyt gwałtownie wzbogaca swoje utwory porcjami melodii...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Stephen King "Mroczna W...
  Stanley Kubrick
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Nightwish "Once"
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Nightwish "Once"
  Ukulturalnianie przez f...
  Katatonia - Night Is Th...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff