Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




David Bowie "Heathen" (2002)
(ISO)



(c)2002 ISO

1. Sunday
2. Cactus
3. Slip Away
4. Slow Burn
5. Afraid
6. I've Been Waiting For You
7. I Would Be Your Slave
8. I Took a Trip on Gemini Spaceship
9. 5.15 the Angels Have Come
10. Everyone Says "Hi"
11. A Better Future
12. Heathen (The Rays)

Przyznam się bez bicia, że znam jedynie niewielki wycinek z twórczości artysty, który to rozpoczynał swoją karierę w czasach, gdy nie było mnie jeszcze na świecie. Jestem jednak jego fanem, choć zapewne dość nietypowym - dokonania Bowiego traktuję bardzo wybiórczo, akceptując pewną część trafiającą w moje upodobania i pomijając "przeciętną" resztę. Przyznam się także, że do zakupu jego najnowszej płyty przyczyniła się krótka, acz bardzo pozytywna recenzja w tygodniku Polityka... Nie ma to jak lekki dreszczyk emocji: odkrycie to będzie czy rozczarowanie? No i... Nie jest to może dzieło na miarę genialnego "Outside", jednak album ten ma jedną ważną cechę: sukcesywnie zbiera punkty z każdym następnym przesłuchaniem. Płyta jest osadzona w muzycznej tradycji starszych dokonań Bowiego, z jednoczesnym przesunięciem punktu widzenia w wiek XXI. Z ciekawostek odnotować trzeba gościnny udział Dave'a Grohla, Tony'ego Levina, czy znanego z wcześniejszej współpracy z Bowiem perkusisty Sterlinga Campbella. Album częściowo nagrywano w studiu Looking Glass należącym do Philipa Glassa. A teraz już garść luźnych wrażeń z przesłuchania...

Warstwa muzyczna pierwszego na płycie utworu "Sunday" może niespodziewanie skojarzyć się z dokonaniami Orbital z czasów "In Sides", jednak daje się od razu wyczuć specyficzny klimat muzyki Bowiego. Pod koniec w delikatny elektroniczny podkład wchodzi zdecydowana rockowa perkusja, jakby zapowiadając to, co ma nastąpić już za chwilę. A więc: akustyczna gitara w stylu lat 60-tych, wokal wyśpiewujący schorowaną melodyjkę, po chwili dołącza przesterowane "wiosło" ze swoim drivem... To już drugi utwór: bezpretensjonalny, krótki, rockowy "Cactus" - cover utworu Black Francisa, byłego wokalisty i gitarzysty The Pixies. Bardzo Francisowy i jednocześnie... bardzo Davidowy! Jak wspomniałem we wstępie, możemy tu spotkać utwory, dzięki którym wierni fani mogą przenieść się niemal w czasy początków jego kariery. Jednym z nich jest "Slip Away", powolny, melancholijny, zadziwiający melodyką całości, z akustycznymi gitarami, fortepianem, i dyskretnie rozwijanym motywem klawiszowym, który po prostu zabija finiszem utrzymanym w tonacji całego utworu... "Slow Burn" - kolejny przykład szacunku dla wiernych wielbicieli. Nieco szybszy, okraszony gitarą wygrywającą zgrzytliwe solo, typowe wokalizy, no i ten refren zaśpiewany pół-falsetem... Triumfalny powrót lat 70-tych w nowoczesnej aranżacji: po pewnym czasie dołączają klawisze, sekcja dęta i ciągle "wijąca się" gitara. Następny utwór - uwaga, przyspieszamy jeszcze bardziej! Rytmika i część instrumentarium jakby zapożyczona od Joy Division, ale głos, smyczki i klawisze nie pozwalają zapominać, że "Afraid" to jednak Bowie... A teraz coś zadziwiającego: nie przepadam za twórczością Neila Younga, nie słyszałem też oryginalnej wersji "I've Been Waiting For You" tegoż autora, ale to co Bowie zrobił z tym kawałkiem, po prostu nie mieści się w głowie. Że co, że niby nic niezwykłego? No to podkręćcie jeszcze głośniej i poczekajcie do refrenu. W coraz cieńszej muzyce pop-rockowej nie słyszałem takiej energii już od dawna. Później następuje totalna zmiana nastroju, czyli "I Would Be Your Slave", który moim zdaniem jest jednym z najmocniejszych punktów płyty. Utrzymany w dość szybkim tempie utwór zaczyna się od wejścia perkusji, która wraz z sekcją smyczków tworzy minimalistyczny podkład - czyżby wspomnienia przeszłej współpracy z Brianem Eno? Wokal wchodzi nie tam, gdzie można się spodziewać, a w refrenie atmosfera trochę się zagęszcza, by później powrócić do normy. Jeszcze tylko rozwinięcie głównego motywu (przez cały czas oprócz wokalu prym wiodą smyczki!)... A cóż to - perkusja oszczędnie breakbeatuje? I wreszcie wyciszenie ze stosownym "zjazdem". Po tej chwili powagi czas na imprezę - "I Took a Trip On a Gemini Spaceship". Jest to nowa wersja utworu nieznanego mi wykonawcy Legendary Stardust Cowboy. Gdyby tzw. muzyka klubowa wyglądała mniej więcej tak jak tutaj, to scena ta dalej prężnie rozwijałaby się, zamiast umrzeć kilka lat temu po zjedzeniu swojego ogona. To bardzo "tripowy" kawałek, gdzie elektronika nierozerwalnie współpracuje ze smyczkami, saksofonami i "żywą" perkusją. Do tego jeszcze ten głos... Przy następnym "The Angels Have Gone" można nieco ochłonąć i niespodziewanie wpaść w zadumę. Wolny loop perkusyjny, klawiszowy chór i gitara oszczędnie podkreślająca melodię. Ten spokojny utwór ma zadziwiający refren oraz rozwinięcie. Jesteście ciekawi, jakie? Sprawdźcie sami - nie zawiedziecie się... Z XXI wieku cofamy się (i to bez ostrzeżenia!) o dobre 30 lat - rozpoczyna się "Everyone Says (Hi)", klasyczny utwór podszyty nowoczesnym rytmem. Wspomnę tylko, że mając na myśli lata 70-te, nie mówię o jakichś tanich hippisowskich zagrywkach, tylko o najjaśniejszych punktach w twórczości Bowiego z tamtego okresu. "A Better Future", dość szybki i przewrotnie prosty utwór z zapadającym w pamięć refrenem: "...żądam lepszej przyszłości, inaczej mogę przestać cię kochać". I wreszcie na koniec utwór tytułowy - średnie tempo z rytmem charakterystycznym dla rock and rolla z przełomu lat 60-tych i 70-tych, tylko że wtedy gitarzyści nie wygrywali tak chorych i dysonansowych partii, a w aranżacjach nie stosowano innych instrumentów niż gitary - tutaj wręcz przeciwnie, utwór do samego końca kipi skondensowanym, dostojnym podkładem. I to już koniec. Chociaż... niezupełnie. Dla szczęśliwców, którzy załapali się na limitowaną wersję specjalną, przygotowano dodatkowy CD zawierający cztery utwory: remixy "Sunday" (Moby) i "A Better Future" (Air), nagrany na nowo "Conversation Piece" (pochodzi on z przełomu 1969 i 1970 roku) oraz "Panic In Detroit" z sesji nagraniowej w roku 1979. Wersja Moby'ego, choć nie jest zbyt odkrywcza, to jednak słucha się jej przyjemnie, przede wszystkim dzięki charakterystycznemu brzmieniu i melodii klawiszy, którymi artysta ten karmi słuchaczy praktycznie od początku swej twórczości. Mamy jeszcze przetworzone solo wiolonczeli, a utwór w odróżnieniu od oryginału nie zaostrza nastroju pod koniec - cały czas zdaje się płynąć w jednej, spójnej konwencji. Zupełnym przeciwieństwem jest "A Better Future" francuskiego Air. Muszę przyznać, że chłopaki nieźle pojechali, proponując rozstrojoną wersję przypominającą trochę spokojniejsze, rytmiczno - melodyjne dokonania Aphex Twina. Do tego dołożyli filtrowany na różne sposoby wokal oryginału, no i zmienili strukturę całości. Ciekawe, czy ta wersja leciała gdziekolwiek w radiu? Szczerze wątpię... "Conversation..." to ballada na gitary, perkusję, fortepian, smyczki oraz... chórki w wykonaniu Bowiego i nie tylko. Utwór niezbyt zadziwiający w porównaniu z tymi z "Heathena". No i w końcu "Panic...". Pierwsze, co rzuca się w uszy, to różnica w brzmieniu. Cóż, techniki nagraniowe przez te lata nieco się zmieniły... Od strony muzycznej, przydało się trochę rozruszania na koniec - intensywnie nabijany rytm, gitary i fortepian pokazują, że muzyka Bowiego praktycznie nie zmieniła się od lat. Jej silny i wyrazisty trzon pozostał ten sam, cały czas ewoluują tylko elementy składowe.

Recenzując tę płytę, nie sposób nie wspomnieć o stronie edytorskiej: "Heathen" w wersji limitowanej wydany został w rozkładanym na dwie strony digipaku z szatą graficzną w całości utrzymaną w tonacji sepii. Z tytułem albumu korespondują sugestywne zdjęcia we wkładce (a raczej to, co z nimi zrobiono...). Mamy też fotografię grzbietów dzieł Einsteina, Freuda i Nietzschego - czyżby literatura stricte pogańska? Do tego dochodzą jeszcze fragmenty tekstów Bowiego, z których odczytaniem jak zwykle są poważne problemy, za sprawą ich specyficznego opracowania graficznego... Wniosek: z dziełami sztuki nie stykamy się tylko i wyłącznie w galeriach, czasami leżą one po prostu na półce sklepu. Z płytami. Szukajcie, a znajdziecie.

Ocena: 8.9 / 10



Radek Pasternak

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Jesu 'Heartache'
  Jesu 'Heartache'

"...Użyte melodie i harmonie lepiej i sugestywniej podkreślają ciemny charakter tej muzyki niż najbrutalniejszy riff. Brzmieniowo płyta wymiata wątpiących, to jak zderzenie nieco mniej intensywnych brzmień ostatniego Isis z postrockowymi manifestami GY!BE czy A Silver Mount Zion przepuszczone przez industrialną maszynerię i stół producencki Broadricka. ..."
Czytaj więcej

  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff