Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron




Dream Theater "Six Degrees of Innerturbulence" (2002)
(Elektra)



Skład:

James LaBrie - wokal
John Petrucci - gitara
Mike Portnoy - bębny
John Myung - bas
Jordan Rudess - klawisze

Dysk pierwszy:

1. 'The Glass Prison'
2. 'Blind Faith'
3. 'Misunderstood'
4. 'The Great Debater'
5. 'Dissapear'

Dysk drugi:

1. 'Overture'
2. 'About to Crash'
3. 'War inside My Head'
4. 'The Test that Stumped them All'
5. 'Goodnight Kiss'
6. 'Solitary Shell'
7. 'About to Crash' (reprise)
8. 'Losing Time' - Grand Finale

Jedno nie ulega wątpliwości - jeśli panowie z Dream Theater grają na fletach z tą samą wirtuozerią co na gitarach czy klawiszach, nigdy nie znajdą kobiety, która byłaby w stanie ich zadowolić. Bo zapieprzają naprawdę nieludzko. Nie bez powodu Dream Theater od lat uchodzi za ulubiony zespół młodych muzyków. Mogę się założyć, że gdyby wziąć kilku losowo wybranych grajków w wieku 15-25 lat i zapytać o ulubionego muzyka, odpowiedzi brzmiałyby: John Petrucci, John Myung, Jordan Rudess, Mike Portnoy.

Powstaje teraz tylko pytanie, co by zostało z Dream Theater, gdyby amputować wirtuozerię? Nie jest tajemnicą, że gdyby nie ona, muzyka DT sporo by straciła. Ale czy wszystko, jak tego chcą przeciwnicy?

Na nowym, dwupłytowym albumie "Six Degrees of Innerturbulence" sprawy mają się tak.

Dysk pierwszy:

1. 'The Glass Prison'

Fenomen! Nie ma tu niczego, co lubię w muzyce; nie ma soulowych (jazzowych) harmonii czy "niedopowiedzianych" aranży, a jednak słucham z ekscytacją i gęba mi się śmieje! To porządny rockowy kawałek, w którym motoryka i żywiołowość stanowią małżeństwo tak udane, że nie potrzebują dodatkowego towarzystwa. To także męska strona muzyki. Ale jednocześnie ukłon w stronę tzw. Kindermetalowców, którzy mają tylko jedno określenie na tego typu naparzanki - "zajebiste". Mówią to tak nisko, na ile im tylko pozwalają przedmutacyjne głosiki, wysuwając w dodatku dolną szczękę do przodu, wydymając wargi i przesadnie akcentując trzecią sylabę. Ale, jak już mówiłem, też mi się "The Glass Prison" podoba... Znakomity numer na rozpoczęcie dnia.

2. 'Blind Faith'

Pięknie budowane napięcie - leniwie z początku synkopująca perka z każdym taktem nabiera nerwowości, którą naśladuje bas i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie quasi-refren pojawiający się po raz pierwszy na wysokości 2:45 i powracający w 4:05. Wysilone toto jak cholera, a i czadu w tym za grosz. Na szczęście jest bardzo krótki. W 4:33 mamy kapitalny fragment "rozpędowy", tych kilka taktów jest niczym zjazd po zjeżdżalni, zaś tuż po nim muzycy zaczynają potrząsać muzyką na wszystkie strony. No i czuć, że mają w palcach siłę, ale jest to takie szaleństwo kontrolowane; na pół gwizdka ledwie. Ani gitarzysta, ani klawiszowiec nie próbują wylecieć poza skalę; najczęściej grają tak, jakby byli więźniami akordów - ich solówkom brak harmonicznego napięcia. Takie partie brzmią cholernie efektownie, ale nie jest to coś, czego ja osobiście oczekuję po solach. Choć i tak dużo ciekawsze wydaje mi się to, co ma do powiedzenia klawiszowiec. Nie rozumiem tylko, dlaczego wybiera zawsze brzmienia, które są bardzo podobne do gitary i to zarówno jeśli chodzi o atakowanie dźwięku, jak i sam przebieg. Miejscami podrabia gitarę tak akuratnie, że można mieć wątpliwości, co to!
  7:33 - ten fragment znakomicie przyspiesza perystaltykę jelit.

3. 'Misunderstood'

Wszyscy ci, którzy twierdzą, że muzyka DT ograbiona z wirtuozerii i szybkiego tempa jest niczym kopytka bez skwarków, po wysłuchaniu tej kompozycji jeno utwierdzą się w swoim przekonaniu.
  Grają, grają, 10 minut prawie, ale co z tego? Po kilkukrotnym wysłuchaniu dosłownie nic nie zostaje w pamięci. W połowie utworu zaczyna się nużąca "jazda Frippem". Na czym to polega? W skrócie chodzi o to, że młóci się aż do obrzydzenia jakąś figurę akordową, choć niekoniecznie, najważniejsze w każdym razie jest, żeby występował tam interwał trytonu, do tego dokłada się bas grający najczęściej prymy akordów i hulaj dusza, robimy mrrroook! No ale takie patenty można mnożyć bez końca. Nie wymaga to przecież żadnej inwencji, tylko wiedzy i praktyki. Tryton nazywany był kiedyś "diabelskim interwałem", z racji swego rzekomo dysonansowego, psychotycznego brzmienia, jednak dziś, kiedy w harmonii słyszeliśmy już chyba wszystko, nadużywany tylko nudzi. Ja tego typu granie odbieram tak, jak by ktoś chciał mnie nastraszyć albo przerazić, ale ja znam jego zamiar, więc tylko mnie to śmieszy. Nie mogę tego traktować poważnie, tak jak poważnie traktować nie można kogoś, kto naciąga na czerep białe prześcieradło, robi dziurę na wysokości otworu gębowego i wyjąc niczym stare imadło ma pretensje, że się go nie boję. Nie, no naprawdę... Ale! Jest w utworze jedno miejsce wspaniałe. W okolicach trzeciej minuty. Magiczne i subtelne - kompozycja na moment zrzuca przytłaczający balast nudy i odrywa się od ziemi. Szkoda, że tylko na 20 sekund.

4. 'The Great Debater'

Chyba najlepsza kompozycja na płycie. Początek, z ostinatem basu, po którym delikatnie przejeżdża pazurami gitara, jakby "chowa" w sobie następujący dalej refren, przez co jego wejście wydaje się czymś nieuchronnym i oczywistym. I choć w canto pianista gra proste i mocno wyeksploatowane wielodźwięki, bo zaczyna od czystego akordu molowego, później obniża tercję o sekundę małą w dół, a następnie podnosi o sekundę wielką, to jednak fragment ten ma w sobie coś, co porywa. Co? Nie wszystko w muzyce da się opisać. Zawodowy muzyk bierze utwór, spisuje kwity i myśli, że jeśli rozpykał harmonię, kompozycja nie ma już dla niego tajemnic; w końcu przejrzał ją na wylot. Na szczęście tak nie jest, czego dowodzi "The Great Debate".

5. 'Dissapear'

Typowy kawałek do użytku jednorazowego. Bezwyrazowa, niemrawa balladka, przywodząca na myśl grupę Scorpions, a zatem wszystko to, co w rocku najbardziej kiczowate. Prawie siedem minut smędzenia i ani jednej nuty, która by poruszyła.

Dysk drugi:

1. 'Overture'

"Caca uwerturka", jak by to powiedział pewien jegomość z "Nad Niemnem". Wszystkie tematy są tutaj ładnie przedstawione.
  Kiedyś Rick Wright powiedział, że mieszanie muzyki klasycznej i rocka nie może się udać, bo nie da się zmieszać oliwy i wody. Zawsze się z nim zgadzałem. Naprawdę trudno mi wskazać płytę, na której zespół rockowy gra z orkiestrą i nie brzmi to kiczowato. (Jednym z niewielu wyjątków jest płyta 'Magnification' Yesów.) Tu nie ma wprawdzie orkiestry, za to jest Kurzweil 2500 Rudessa. A poza tym efektowne dynamiczne brzmienie orkiestry często w takich wypadkach ratuje kompozycję... Nawet disco-polo rozpisane na smyki, tuby i klarnety brzmiałoby majestatycznie i dostojnie.
  Nie, dzięki.

2. 'About to Crash'

Ot, pogodna pop-rockowa piosneczka, kończąca się patetycznych stadionowym temacikiem, rozwiniętym w utworze ostatnim.

3. 'War inside My Head'

Po kilkunastu przesłuchaniach, na trzeźwo i po pijaku, głośno i cicho, zarówno w stanie euforii jak i siermiężnego chłopskiego wkurwienia, nie zostało mi w głowie po tym dwuminutowym fragmencie dosłownie nic.

4. 'The Test that Stumped them All'

Ach, co za początek - szpanerskie unisona klawiszy i gitary i gwoździe bębnów, które baniakarz precyzyjnie wbija w każdą nutę, jak gdyby chciał je przybić do pamięci słuchacza. Ale na próżno. Co gorsza, te szybkie gamki powtarzają się w utworze praktycznie co kilkanaście taktów. Przypomina mi to kompozycję 'Machine Messiah' grupy Yes; tam też efektowne, spiralnie drążące unisona miały się wkręcić w samo serce słuchającego, zamiast tego jednak generowały wrażenie mechanicznej pustki. Tak jak tu. A co poza tym? Jest trochę grunge'owego agresywnego mroku i są to najciekawsze fragmenty utworu, ale całość rozwija się jakoś tak bez dramaturgii; brakuje bigla, pieprzu, papryki, chociaż muzycy dwoją się i troją, wymyślając coraz to nowe podziały i solówki.

5. 'Goodnight Kiss'

Jak się okazuje, nie tylko ja miałem skojarzenia z Erikiem Satie po usłyszeniu początku. To mogłaby być piękna, zwiewna i odrealniona miniaturka, ale... DT to jednak zespół piosenkowy. Musi być wokal, musi być tekst. Robi się z tego miła, choć dość tuzinkowa balladka o gładkiej, pozbawionej napięcia harmonii, co jednak zmienia się w okolicach piątej minuty, kiedy wchodzi ładna Latimerowska solówka, podana na eleganckim talerzu smyków.

6. 'Solitary Shell'

A to chyba jeden z najlepszych kawałków na płycie. Klawiszowiec Jordan Rudess ujął mnie już na samym początku mieniącym się trylem a la Lyle Mays, a później barwą, która wyraźnie nawiązujące do brzmienia Ricka Wakemana z utworu "And You And I". W ogóle ci dwaj mają dużo wspólnego. Chociażby to, że oboje zostali w dzieciństwie skażeni klasyczną harmonią, albo to, że wolą Chopina od Debussy'ego. I choć oczywiście nie trzymają się sztywno matematycznych zasad w rodzaju szlabanu na kwinty równoległe, to jednak ten klasyczny garb co chwila wybrzusza się pod nutami, jak na przykład pod koniec utworu, kiedy to Rudess gra swoje solo i puentuje je "ślicznym" opóźnieniem kwartowo-tercjowym.

7. 'About to Crash' (reprise)

Porządny riff, skoczne "Rushowanie" w warstwie rytmicznej, Wakemanowski instrument prowadzący... Szkoda, że napięcie później trochę siada, a w okolicach trzeciej minuty klimat rujnują śmieszne "disnejowskie" wstawki. Symfonizujący finał brzmi tym razem wspaniale.

8. 'Losing Time' - Grand Finale

Wielki finał, zapowiadany już w kilku wcześniejszych kawałkach. Niezbyt wyszukana harmonia (banalne chwyty w rodzaju opóźnienia kwartowo-tercjowego), odrobinę przyciężkawy amerykański patos... A to przesadnie długie wybrzmiewanie ostatniego akordu to chyba ukłon w stronę Sierżanta Pieprza?

Cóż, nigdy nie byłem wielkim fanem Dream Theater i ta płyta upewniła mnie, że już nim nie zostanę. DT to typowy zespół muzyków. Każdy, kto gra, albo chociaż pogrywa na czymś, słysząc tę muzykę nie może nie czuć szacunku. Ale ja bym wolał zamiast tego poczuć na przykład uniesienie, radość albo smutek.

Ocena: 4.7 / 10



Piotr "JazzCat" Pacyna
jazzcat(at)interia.pl

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 8


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Yes 'Close To The Edge'
  Yes 'Close To The Edge'

"...Muzyką Yes byłem nieustannie katowany przez 20 lat przez pewnego starego pryka. Ile się zachwycał tym zespołem! Howe to "doktor gitary". Anderson to "anioł, który zszedł na ziemię żeby przynieść ludziom piękną muzykę". Itd, itp. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy będąc małym chłopcem chciałem sobie włączyć kasetę wideo z nagranymi z telewizji teledyskami Michaela Jacksona, a ten człowiek powiedział do mnie: "Może byś obejrzał coś innego?", po czym włożył do odtwarzacza "Greatest Video Hits". To akurat aż tak dużym błędem wychowawczym nie było...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Stephen King "Mroczna W...
  Stanley Kubrick
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Nightwish "Once"
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Nightwish "Once"
  Ukulturalnianie przez f...
  Katatonia - Night Is Th...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff