Tiamat "A Deeper Kind of Slumber" (1997)
(Century Media)
Siggi Bemm Engineer, Mastering, Mixing
Dirk Draeger Keyboards, Producer, Engineer
Johan Edlund Guitar, Keyboards, Theremin, Vocals, Producer
Anke Eilhardt Oboe
Harald Hoffmann Photography
The Inchtabokatables Violin, Cello
Anders Iwers Bass
Thomas Petersson Guitar (Acoustic), Guitar (Electric)
Lars Sköld Drums
Sami Yli-Sirnio Sitar
Birgit Zacher Vocals
1. Cold Seed
2. Teonanacatl
3. Trillion Zillion Centipedes
4. The Desolate One
5. Atlantis as a Love
6. Alteration X 10
7. Four Leary Biscuits
8. Only in My Tears It Lasts
9. The Whores of Babylon
10. Kite
11. Phantasma de Luxe
12. Mount Marilyn
13. A Deeper Kind of Slumber
Ta płyta zabiła wszystkim porządnego ćwieka. Niektórzy zatwardziali
metale skwitowali ją dwoma słowami "disco polo", raczej ze strachu przed
Nowym niż z przekonania. Sam byłem nieźle zaskoczony słysząc ten materiał
po raz pierwszy na Metalmanii. Spodziewałem się oczywiście znacznie
łagodniejszego materiału, w końcu poprzednia "Wildhoney" niejako
zapowiadała ten kierunek zmian, ale zupełnie nie spodziewałem się tak bądź
co bądź nowoczesnych rozwiązań brzmieniowych. Zastosowane instrumentarium
zwala z nóg, dla przykładu oprócz standartowego zestawu instrumentów użyto
m.in.: Theremin, skrzypce, wiolonczelę, cytrę, flet, obój oraz całą masę
sprzętu elektronicznego. Tu powiązania z metalem są jeszcze mniejsze niż
przy "Wildhoney" czyli praktycznie żadne. Johan Edlund postanowił się
rozstać z ostatnim członkiem starego składu, basistą Johnny Hagel'em.
Trochę się tego bałem bo kompozycje Hagela były dość znaczącą częścią
brzmienia tamtego Tiamatu. Obawy były niesłuszne, gdyż Edlund tworząc w
całości tę płytę udowodnił że Tiamat to tylko i wyłącznie on. Płyta jest
cudnie wydana, moja przynajmniej kopia mieści się w digipak'u o rozkładanej
okładce, niesamowite ilustracje autorstwa Haralda Hoffmana zdobią każdą
niemal stronę, design strony graficznej jest dziełem Fabiana Richtera.
Główna okładka to wspaniały kolaż zdjęcia Edlunda i podkładu z róż. Płyta
zaczyna się od utworu wprowadzającego "Cold Seed", którego zadaniem jak
mniemam, było złagodzenie szoku czekającego przy następnych trackach. "Cold
Seed" to najbardziej gitarowy numer na płycie, reszta jest jakby z zupełnie
innej bajki. Drugi "Teonacatl" wprowadza zupełnie inne klimaty, około
trzeciej minuty utworu czeka nas pierwsza niespodzianka, pasaż w którym aż
rzuca się w uszy automat perkusyjny, sztuczność tej perkusji była jak sądzę
zamierzona. Wszędzie na płycie słychać mniejszą lub większą ścianę
elektroniki budującą specyficzną atmosferę krążka. Są też utwory o chorych
zupełnie klimatach takie jak "Alteration X10" czy "Four Leary Biscuits",
które jak się później dowiedziałem miały odzwierciedlać pewne narkotyczne
doświadczenia. Ale bardzo dużo jest tu frapujących, wolnych utworów o
niebanalnych tekstach i urzekającej muzyce, niektórzy nazwaliby je
"balladami". Do tych właśnie zaliczyłbym przede wszystkim "Atlantis As a
Lover", "Phantasma De Luxe", "Mount Marylin" czy mój osobisty faworyt,
tytułowy "A Deeper Kind of Slumber" malujący niesamowite pejzaże w głowie
utwór wieńczący tę płytę, wystarczy zamknąć oczy. Bardzo zaskakuje utwór
"The Whores Of Babylon", który klimatami przypomina mi... Sisters Of Mercy.
Typowym natomiast przykładem elektronicznych eksperymentów jest "Only In
My Tears It Lasts", który jest jakimś przedziwnym melanżem o z lekka
trip-hop'owym zabarwieniu, no i te kwasy... Gdyby Pink Floyd zaczynali w
latach dziewięćdziesiątych graliby tak jak dzisiaj gra Tiamat.
Jestem fanem Tiamat od The Astral Sleep, mimo że płyta A Deeper Kind Of Slumber była wydana już 13 lat temu, nadal brzmi świeżo i z perspektywy czasu nic nie straciła na wartości. Płyta ponadczasowa, o specyficznym klimacie upalnego lata. Szkoda tylko że wszyscy się starzejemy, a zespoły które kiedyś zaskakiwały swoim rozwojem i nieszablonowością teraz odgrzewają kotlety.
Dla mnie to zdecydowanie najlepsza płyta Tiamat i zarazem jeden z najgenialnieszych albumów jakie kiedykolwiek słyszałem. Fakt; brak jakichkolwiek powiązań z metalem, a czy one są tu potrzebne?
Do swoich faworytów zaliczam "four leary biscuits" - uwielbiam takie wschodnie pikantne klimaty, za każdym razem mam odlot bez wspomagania; oraz "Mount Marilyn" - tu się po prostu rozpływam, pragnę umrzeć przy tym kawałku!
Płytkę polecam słuchać w nocy na dobranoc i podczas sexualnych uniesień.
Autor: mamoulian
(2005-11-29 12:59:41)
ip: 83.26.20.254
e-mail: leny13@wp.pl
Ha! Trudno się nie zgodzić.Deeper to druga płytka Tiamata,która wpadła mi w ręce i ĆWIEK to łagodne określenie na to co co ze mną powyrabiała.Jest to jedyna płyta, którą mogę słuchać non stop,co też czynię.Kto nie słuchał ten nie wie na jakim świecie żyje.
"...Lost in Infinity stanowi nieco spokojniejszą, choć równie ciekawą kompozycję. Nastrojowe melodie, przemyślane przejście w szybszą, jednak równie klimatyczną część, liczne łamańce rytmiczne, powrót do wolniejszego tempa i fenomenalna, nastrojowa solówka na gitarze, następnie znów przyspieszenie... Aż trudno sobie wyobrazić, ile pomysłów można zmieścić w niespełna 10-minutowym utworze!!..."
Czytaj więcej