"...Nie wiem, skąd wziął się pomysł fuzji autentycznie ambitnego zespołu z autentycznie beznadziejnym Bogusławem Lindą, jednak od czasu gdy Violetta Villas po raz pierwszy otworzyła usta, w polskiej muzyce nie zdarzyło się nic bardziej tragicznego. Prawdopodbnie zamysł konceptu wzorowany był na dobrze sprzedającym się klonie poezji śpiewanej przez Michała Żebrowskiego, jednak przy całej mojej sympatii, zaopatrzony w nieuleczalną wadę wymowy głos Lindy pasuje do poezji jak Babcia Kiepska do rozkładówki "Playboya"..."
Czytaj więcej